Wyrok jest nieprawomocny. Wykonanie kary więzienia - ze względu na nieposzlakowaną dotąd opinię urzędnika - zawieszono warunkowo na trzy lata. To wynik głośnej sprawy korupcyjnej, którą we wrześniu 2003 r. ujawnił miejscowy biznesmen Jan Klemensiewicz. Przedsiębiorca dzierżawił wówczas ponad 20 ha terenów miejskich pod zaporą w Dobczycach. Kilka miesięcy wcześniej odwiedził w urzędzie burmistrza Marcina P., znajomego z pobliskiej Wiśniowej. W trakcie spotkania urzędnik miał wypomnieć mu zaległą łapówkę z poprzedniej kadencji i zażądać 20 tys. zł. W razie odmowy zagroził utrudnianiem działalności gospodarczej. Przedsiębiorca nie zapłacił. Wtedy zaczęły się urzędnicze szykany, włącznie z unieważnieniem przetargu, który spółka Klemensiewicza wygrała na organizację Dni Dobczyc.
- Sprawiedliwość zwyciężyła! - triumfował w czwartek po ogłoszeniu wyroku biznesmen. Miesiąc wcześniej w odrębnym procesie został uniewinniono od oskarżenia o zniesławienie, które prywatnie przeciw niemu wniósł burmistrz. Był jednym z pierwszych, którzy skorzystali z nowelizacji prawa zwalniającej z odpowiedzialności karnej ludzi ujawniających łapówkarstwo. W śledztwie opowiedział m.in., jak w latach 1993-94 dwukrotnie wręczył po tysiąc dolarów Marcinowi P. Pierwszą sumę, bo zagrożono mu anulowaniem dzierżawy ośrodka rekreacyjnego w Dobczycach. Drugą, bo negocjował wynajęcie bufetu na miejskim kempingu. Mimo to kilka miesięcy później miasto wypowiedziało umowę, bo - jak twierdzi Klemensiewicz - nie dał kolejnej łapówki, o którą po latach upomniał się burmistrz.
Prokuratura początkowo nie dowierzała rewelacjom biznesmena. Dwa razy umarzała śledztwo. Akt oskarżenia sporządziła dopiero, gdy sprawa trafiła z Myślenic do prokuratury w Chrzanowie. Upływ czasu sprawił jednak, że przedawniła się część zarzutów. Dlatego Sąd Rejonowy w Myślenicach skazał urzędnika jedynie za korupcyjną propozycję z 2003 r. Zeznania Klemensiewicza i jego współpracownika, który miał słyszeć żądanie łapówki, uznano za jednoznaczne i wiarygodne. Uzupełniła je lektura dokumentów wskazujących na urzędnicze szykany wobec przedsiębiorcy po odmowie wręczenia łapówki.
Burmistrz Marcin P. nie komentuje wyroku. W rozmowie z "Gazetą" zaznaczył jedynie, że nie przyznaje się do winy, i zapowiedział odwołanie. Przed prawomocnym orzeczeniem sądu nie zamierza składać urzędu ani rezygnować z kandydowania w wyborach samorządowych. Chce startować jako niezależny kandydat. - Dla mnie najważniejsza jest ocena mieszkańców, wciąż czuję ich poparcie - zaznaczył Marcin P. W jego winę nie wierzy większość radnych Dobczyc. Nie zamierzają też podejmować jakichkolwiek kroków w związku ze skazującym wyrokiem. Urząd Marcina P. niedawno otrzymał certyfikat "Przejrzysta Polska", zaświadczający o udziale w akcji promującej uczciwość i walkę z korupcją.