To bodaj pierwsza w Warszawie szkoła, która zakazała wymiany poglądów po tym, jak wiceminister edukacji Jarosław Zieliński rozesłał do kuratorów ostrzegawczy list. Pismo jest właśnie przekazywane do szkół. Wiceminister ostrzega w nim przed zapraszaniem do nich osób, które mogą mieć zły wpływ wychowawczy na uczniów.
List odniósł skutek. W Cervantesie nie odbędzie się planowana przez młodzież dyskusja o wolności słowa i prawach człowieka. Był to pomysł kilku uczniów, którzy chcieli m.in. przedyskutować, dlaczego dwa tygodnie temu w czasie Dni Tolerancji w innym liceum - im. Reytana - nie pozwolono Robertowi Biedroniowi z Kampanii przeciw Homofobii spotkać się z młodzieżą. - Wiem, że uczniów to poruszyło - mówi Dorota Waś, szkolny pedagog.
Do dyskusji chciano zaprosić m.in. Magdalenę Środę, Katolicką Agencję Informacyjną, Federację na rzecz Kobiet. Wczoraj dyrektorka szkoły zdecydowała jednak, że żadnych gości w szkole nie będzie. - Posłucham ministra, choć nie zgadzam się treścią jego listu. Nigdy nie wiadomo, czy w trakcie dyskusji nie padłoby coś, co spowodowałoby, że musiałabym tłumaczyć się władzom. Nie chcę przed maturą narażać szkoły na niepotrzebne emocje - wyjaśnia Joanna Malawska.
- Komu szkodziłaby taka dyskusja? - zastanawia się Mateusz, licealista z Cervantesa. - Powinna się odbyć. Nie może tak być, że w szkole nie możemy rozmawiać na tematy, które nas interesują i dotyczą.
Dorota Waś, pedagog: - Teraz dopiero będę miała pełne ręce roboty, by wytłumaczyć młodzieży, dlaczego list wiceministra spowodował odwołanie panelu o wolności słowa i prawach człowieka.
W innych liceach list także wywołuje emocje. - Obawiam się, że teraz zagrożonych jest wiele cennych inicjatyw, które mogłyby mieć w szkołach miejsce - zauważa Wiesław Włodarski, dyrektor L LO im. Ruy Barbosa. Sam swym licealistom nie zamierza zakazywać organizowania różnych imprez. - List wiceministra to dla mnie tylko wyraz braku zaufania do nas, dyrektorów.
Ministerstwo Edukacji odpowiedzialność za zakazywanie wymiany poglądów w szkołach zrzuca właśnie na nich. - To oni decydują, co się w szkoałch dzieje - mówi Mieczysław Grabianowski, rzecznik MEiN.