Protest cukrowników z Małej Wsi

Sebastian Śmietanowski
2006-03-03, ostatnia aktualizacja 2006-03-03 00:00

To jeden z niewielu zakładów Krajowej Spółki Cukrowej, który przynosi zyski. Mimo to władze spółki chcą go zlikwidować. Szkoda, że część polityków potraktowała piątkowe spotkanie z pracownikami i plantatorami jak własny wiec wyborczy.

O likwidacji cukrowni w Małej Wsi mówi się, odkąd tylko powstała Krajowa Spółka Cukrowa, która w 2003 r. przejęła kilkadziesiąt zakładów w całej Polsce. Do dzisiaj zlikwidowała 9 z nich, m.in. płocki zakład w Borowiczkach.

Zakład przynosi zysk

Małej Wsi, głównie dzięki dobrym układom obecnego marszałka województwa Adama Struzika (PSL) w poprzednim rządzie, do tej pory udawało się uniknąć podobnego losu. Tym razem jednak zamknięcie zakładu wydaje się przesądzone. Przynajmniej tak wynika z planów restrukturyzacji KSC. Ani rolnicy, ani plantatorzy nie potrafią zrozumieć tej decyzji, bo choć Mała Wieś to jeden z najmniejszych zakładów w spółce, to jednocześnie jeden z niewielu przynoszących zyski. Do KSC wszedł zresztą bez żadnych długów. - Pokażcie nam dokumenty, że przynosimy straty, a natychmiast wyjdziemy z sali i nie będziemy dłużej wam zabierać czasu - mówił podczas piątkowego spotkania pracowników, plantatorów, polityków, władz KSC oraz samorządu Jan Klepczarek, przedstawiciel plantatorów. - Ale nie pokażecie, bo nie macie takich dokumentów.

Na garnuszek gminy

Według planów spółki zamknięcie grupy najmniejszych cukrowni ma zagwarantować lepszą pozycję KSC na krajowym i unijnym rynku, po reformie rynku cukrowego w UE. Przyjęty w Brukseli pod koniec lutego program zakłada m.in. obniżenie w ciągu kilku lat cen buraków o 40 proc., a samego cukru o 36 proc. Wprowadza również limity na jego produkcję. Rzecznik spółki Łukasz Wróblewski twierdzi, że w takiej sytuacji jedynym wyjściem jest zwiększenie produkcji w największych zakładach, a zamknięcie tych najmniejszych.

W cukrowni pracuje obecnie ponad 120 osób, buraki dostarcza ok. 1,5 tys. plantatorów. Jej zamknięcie oznacza, że kilka tysięcy ludzi może stracić źródło dochodów. Marian Wypych dostarcza surowiec do Małej Wsi od wielu lat. - Nie wiemy, co robić, idzie wiosna, za chwilę trzeba zacząć obrabiać pole - mówi. - Do Glinojecka dostarczać buraka się nie opłaca, bo to kilka razy dalej, a transport kosztuje. Nikt się z nami nie liczy.

- Ci ludzie w większości będą musieli przejść na garnuszek państwa i gminy - przyznaje wójt Wojciech Zmysłowski. - Nie ma tutaj innych zakładów pracy. W dodatku samorząd straci 800 tys. zł z podatków.

Sami nie wiemy

Tomasz Olenderek, który wszedł właśnie do zarządu KSC, próbował uspokoić sytuację. Zapewniał, że plantatorzy nadal będą mogli odstawiać buraki do spółki, a pracownicy pracować. Gdzie, skoro produkcja zostanie wstrzymana? - Zakłady, które zrezygnowały z przerobu buraków, bardzo dobrze sobie radzą - twierdzi Olenderek. - Np. w Płocku w Borowiczkach z powodzeniem zajmują się dystrybucją nawozów i środków ochrony roślin, w innych miejscach produkują cukierki albo opakowania. Przyszłość jest również przed biopaliwami, mamy nadzieję, że w niedługim czasie zostanie uchwalona ustawa w tej sprawie i będzie można rozpocząć produkcję.

Olenderek jednak sam przyznał, że dzisiaj nie potrafi odpowiedzieć, jaka będzie ostateczna decyzja w sprawie Małej Wsi. Decyzji, na którą najbardziej czekają mieszkańcy gminy, nie przywiózł również Paweł Piotrowski z Ministerstwa Skarbu. Zapewnił jedynie, że będą prowadzone w tej sprawie rozmowy ze wszystkimi zainteresowanymi.

Polityczny show

Dużo do powiedzenia mieli wczoraj politycy wszelkiej maści od PSL, przez SLD po Samoobronę, na czele z przewodniczącym Andrzejem Lepperem. Przez ponad dwie godziny kilkaset osób wysłuchiwało, że politycy się nie godzą na zamknięcie, że będą bronić cukrowni jak niepodległości, że będą mediować, negocjować i starać się o zmianę decyzji KSC.

Niektórzy jednak nie samą cukrownią się zajmowali: - Ja się naprawdę bardzo dziwię, że w wielu wsiach mieszkańcy głosują na taką Platformę Obywatelską, a nie na Samoobronę, która broni interesów chłopów - stwierdził Andrzej Lepper. - Na szczęście to nie dotyczy Małej Wsi. Wy nie głosowaliście na liberałów, w większości opowiedzieliście się przeciwko wejściu do Unii.

Wicemarszałek w rozmowie z dziennikarzami zagroził również Leszkowi Millerowi i Jarosławowi Kalinowskiemu. - Za traktat akcesyjny powinni stanąć przed Trybunałem Stanu - powiedział.

  • Lepperiada pitupitu6 04.03.06, 17:58

    W tamtym roku była w Małej Wsi Begerowa. Uśmiechała się i nic. Gdyby nie wpływy Struzika 2 tys. ludzi poszłoby na zieloną trawę»

Najczęściej czytane24 htydzień