Sztuka nazywa się "Rasa pieczątek". Tak jej autor Simon Mol nazywa ludzi, którzy znaczą nie więcej niż stempel. Przynajmniej dla urzędników. A tak właśnie jego zdaniem czują się uchodźcy.
Simon Mol sześć lat temu trafił do Polski. Wcześniej z Kamerunu uciekł do Ghany. Jest naczelnym czasopisma "Voice of Exile" ("Głos uchodźcy"), sekretarzem Stowarzyszenia Uchodźców RP i dramatopisarzem. "Rasa pieczątek" to jego pierwsza sztuka, w której bohaterowie tak dużo mówią. We wcześniejszych było zdecydowanie więcej etnicznej muzyki, śpiewu i tańca.
- "Rasa pieczątek" to przedstawienie polityczne - przyznaje Simon Mol. - Politycy traktują ludzi jak liczby. Chcę pokazać, że ich decyzje mają wpływ na prawdziwych ludzi.
W "Rasie pieczątek" grają studenci - Polacy, Afrykanie z Sudanu, Konga, Angoli, Nigerii, jest też Czech. Mustafa tak naprawdę nazywa się Czirkiew Mowlatgiri i nie jest Arabem, ale Inguszem. W Polsce jest od roku. Ma przyznany pobyt tolerowany, ale statusu uchodźcy, tak jak bohater , którego gra, ciągle nie ma. Z rolą miał problem, bo jako muzułmanin przeklinać nie powinien. Upierał się, żeby mówić "kurczę".
- Przerywaliśmy próby i zaczynaliśmy dyskusję. To nie jest profesjonalny zespół, więc z każdym trzeba było osobno pracować - opowiada Mariusz Orski, reżyser spektaklu, który Simona poznał na konferencji o uchodźcach w Londynie.
Dyskusja wybuchła też, kiedy Białorusinka zdecydowanie odmówiła mówienia "Amen" i w przeciwieństwie do Mustafy nie dała się przekonać, że to jest teatr i w teatrze się gra. Większość obsady to amatorzy, jest tylko trzech profesjonalistów. Niektórzy nawet dobrze nie mówią po polsku.
- Mustafa nie chciał się uczyć polskiego. Ale przez trzy miesiące pracy nad spektaklem już widać efekty. Mówi coraz lepiej - śmieje się Nada, która do Polski przyjechała 10 lat temu i choć było trudno dzięki znajomości języków znalazła pracę jako asystentka. Teraz pisze pracę magisterską z zarządzania i marketingu. W "Rasie" gra Liengu, dziewczynę, której teczkę z aktami urzędnicy opasują słowami "Czarna dziura czarnej kobiety".
- Jak to pierwszy raz przeczytałam, byłam w szoku - przyznaje Nada.
- Atutem tej sztuki nie jest jej profesjonalizm, ale prawda. Jest napisana przez uchodźcę, grają w niej uchodźcy i opowiada o życiu uchodźców. Zwraca uwagę na wiele ich problemów i stereotypów, z którymi się spotykają - mówi Katarzyna Romańczuk, aktorka współpracująca z Teatrem Narodowym. W "Rasie" gra Arabkę Aiszę.
Jak zmęczeni wiecznym oczekiwaniem uchodźcy widzą rzeczywistość wokół siebie? Zobaczcie sami. Spektakl będzie można zobaczyć w niedzielę o godz. 18 w Muzeum Etnograficznym przy ul. Kredytowej 1, 16 lutego w klubie Piekarnia, 17 lutego w Ośrodku Działań Twórczych we Włochach, a później w klubie Le Madame.