W Krakowie zawisły plakaty reklamujące nową ofertę PKS - bezpośrednie przejazdy pomiędzy centrum Krakowa a terenem dawnego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Na plakacie duży napis w języku angielskim: "Auschwitz? Z powrotnym biletem? Z centrum miasta? Tak, to możliwe". Plakaty pojawiły się w krakowskich hotelach, hostelach i punktach sprzedaży biletów.
Prezes Małopolskiej PKS Tomasz Stanek jest zaskoczony pytaniem o stosowność sformułowania umieszczonego na plakacie. - Konsultowaliśmy się z osobami, które mają do czynienia z tematyką obozową na co dzień. Nie miały uwag. A produkt, który został stworzony, jest produktem dobrym - tłumaczy. - Komunikacja pomiędzy Krakowem i obozowymi terenami jest fatalna, nasza usługa pozwala po prostu uniknąć kłopotów z przesiadkami. Wymyśliliśmy tę akcję, żeby wypromować linię autobusową.
Tymczasem zaskoczeni są pracownicy Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży, z którymi współpracuje Małopolska PKS. - To niesmaczne. Przecież wiadomo, że kwestie obozowe są bardzo delikatne i należy podchodzić do nich z największą ostrożnością. Tu jej wyraźnie zabrakło. Poprosimy firmę o wyjaśnienia - zapowiada Bartosz Bartyzel z MDSM.
Wątpliwości ma również Agnieszka Nikliborc z Żydowskiego Centrum Edukacyjnego. Co prawda PKS konsultował z nią wygląd plakatu, przyznaje jednak, że wówczas nie zwróciła uwagi na treść napisu. - Brzmi rzeczywiście niefortunnie. Nie myśli się o takich rzeczach, a potem głupio wychodzi - przyznaje.
W rozmowie z "Gazetą" prezes Stanek przyznał w końcu, że sformułowanie może budzić wątpliwości. I wyjaśnia: - Na pewno nie chodziło nam o tani chwyt reklamowy. Czy sformułowanie jest kontrowersyjne? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem nie ma w nim nic, co mogłoby budzić wątpliwości. Ale jeżeli ten tekst rzeczywiście jest niestosowny, to usuniemy plakaty i wymyślimy inny slogan. Nie chcemy się wyśmiewać z tragedii.
Dla Gazety
Adam Łaszyn
szef agencji Alert Media Communications, zajmującej się doradzaniem firmom w sytuacjach kryzysowych
Pamiętam, jak we wrześniu 2001 roku w biuletynie Telekomunikacji Polskiej SA ukazało się na pierwszej stronie zdjęcie płonących wieżowców WTC z podpisem: "Teraz 50 procent taniej". Chodziło oczywiście o rozmowy z Ameryką. To identyczna sytuacja jak z plakatem PKS-u. Bezpośrednie połączenia z muzeum to z pewnością potrzebna i ważna usługa, ale sposób, w jaki jest reklamowana, zdecydowanie przekracza granice dobrego smaku. Mówiąc dosadnie: taki pomysł można przyrównać do beknięcia na uroczystej kolacji. Kilka osób nie zauważy, większość poczuje się obrażona. I nie bez powodu.