Owiany mgłą tajemnicy doktorat premiera odnalazł się

Michał Engelhardt
2007-06-26, ostatnia aktualizacja 2007-06-26 00:00

Przez lata do doktoratu Jarosława Kaczyńskiego nie udawało się dotrzeć. Gdzieś zaginął. Sam premier niechętnie i niewiele mówił o swojej rozprawie doktorskiej, co dodatkowo podgrzewało atmosferę. Jak mówił portalowi ?Gazeta.pl? prof. Michał Pietrzak, jeden z recenzentów pracy obecnego premiera, dokument zaginął w czasie przeprowadzki Wydziału Prawa UW. Ale w ostatnich dniach szczęśliwie doktorat odnalazł się.

Jarosław Kaczyński zapowiedział, że wybory mogą się opóźnić
Fot. Albert Zawada / AG
Jarosław Kaczyński zapowiedział, że wybory mogą się opóźnić
Fragment pracy
Fragment pracy
Fragment pracy
Fragment pracy
Fragment pracy
Fragment pracy
O zaginięciu doktoratu premiera Kaczyńskiego jako pierwsza napisała "Polityka". Po tamtej publikacji próbowaliśmy dotrzeć do zagubionego dokumentu. Udało się dzisiaj.

Na pierwszej stronie czytamy:

Uniwersytet Warszawski

Jarosław Kaczyński

ROLA CIAŁ KOLEGIALNYCH W KIEROWANIU SZKOŁĄ WYŻSZĄ

Praca doktorska przygotowana w Instytucie Nauki o Państwie i Prawie pod kierownictwem Prof. dr Stanisława EHRLICHA

Cała praca liczy 263 strony, z czego sam zasadniczy tekst to 229 stron. Reszta to przypisy i bibliografia.

Badania, jakie przeprowadzał doktorant Kaczyński

Już wstęp do rozprawy doktorskiej może wskazywać, dlaczego Jarosław Kaczyński niezbyt dużo mówił o tej pracy. I wcale nie chodzi o politykę, a o jakość przeprowadzonych badań. Doktorant przeprowadzał badania do swojej pracy w roku akademickim 1973 - 74 w szkołach wyższych Lublina.

Rozsyłał ankiety do różnych funkcyjnych pracowników naukowych czterech tamtejszych uczelni. "Ankiety rozesłano też do reprezentantów wykładowców i starszych wykładowców w radach wydziału i senatach jednak liczba uzyskanych zwrotów była zbyta mała by uwzględniać je w pracy."

Dalej Jarosław Kaczyński tłumaczy - "Jednym z zasadniczych problemów omawianych tu badań był wybór uczelni, w których miały zostać przeprowadzone. Praktyczne możliwości przesądziły, że terenem badań stał się ośrodek lubelski. Nie mamy więc do czynienia z próbą reprezentatywną. Można nawet stwierdzić, że pewne cechy lubelskiego ośrodka akademickiego, a w pierwszym rzędzie jego krótka tradycja odróżnia go od głównych centrów szkolnictwa wyższego w Polsce." A z tego wynika, jak wywodzi sam autor, że - "generalnie rzecz biorąc możemy stwierdzić, że istniejący materiał empiryczny nie może stanowić podstawy do odpowiednio uzasadnionych uogólnień" - ocenia sam zainteresowany.

Socjalizm w doktoracie

Próżno szukać w pracy J. Kaczyńskiego jawnych pochwał socjalistycznego państwa. Omawiając zmiany w szkolnictwie wyższym po 1968 roku pisze o wystąpieniach Władysława Gomułki i ustaleniach kolejnych plenów KC PZPR, ale stara się utrzymywać dystans do tych wydarzeń. Kontrowersyjne fragmenty jednak się pojawiają. Na przykład o dociśnięciu śruby przez władze na wyższych uczelniach i praktycznej likwidacji samorządności uczelni wyższych w 1968 roku autor pisze: "Reforma z 1968 r. zmiany, które nastąpiły później były prawdziwym przewrotem w dziejach naszego szkolnictwa wyższego. (...) Mimo, że reforma należała do grupy tych, które zainicjowane przez państwo, mają za zadanie ściślejsze podporządkowanie mu szkół, i że podstawowym instrumentem tego podporządkowania było umocnienie organów jednoosobowych, to jednak nie zdecydowano się na całkowitą likwidację ciał kolegialnych lub też takie ograniczenie ich uprawnień, które automatycznie sprowadziłoby je do roli nic nie znaczącej dekoracji".

Zlikwidować samorządy uczelni?

Wątpliwości co do intencji Jarosława Kaczyńskiego może budzić taki oto fragment pracy - "trzeba zwrócić uwagę na to, że decyzje kolegiów podejmowane są w ramach kompetencji organu jednoosobowego, niejako w jego imieniu. Zasadniczym zadaniem organów jednoosobowych jest zaś realizacja polityki państwa. Opisana sytuacja stwarza więc niebezpieczeństwo zakłóceń w wykonywaniu tego zadania poprzez uzależnienie decyzji organu jednoosobowego, od uwarunkowań pozamerytorycznych, związanych z układem sił i interesów w uczelni. (...) Można by stąd wyciągnąć wniosek, że choć przy aktualnym ukształtowaniu ustroju szkoły jednoosobowi kierownicy muszą brać od uwagę stanowisko władz kolegialnych, to jednak bardziej celowe byłoby przyjęcie rozwiązań likwidujących je w ogóle". - Czy odbierać to należy jako wezwanie do likwidacji resztek samorządności uczelni?

Szczególny język doktoranta

Charakterystyczną cechą pracy jest dość "swobodne" traktowanie zasad interpunkcji. Znajdujemy m.in. taki fragment, również dotyczący sytuacji uczelni po 1968 roku. "Natomiast nowym elementem wpływającym na ocenę charakteru szkoły jako całości jest dopuszczenie udziału studentów w kierowaniu zgodnie z powszechnie przyjętym w nauce socjalistycznej poglądem udział użytkowników zakładu w kierowaniu nim jest przejawem samorządności. Stąd uczelnie tracąc charakter samorządów akademickich nabrały pewnych cech samorządu w rozumieniu socjalistycznej doktryny prawa".

Zaprzyjaźniona korektorka czytała go wiele razy, zanim zrozumiała, o co chodzi autorowi. Po poprawieniu fragment wygląda tak: "Natomiast nowym elementem wpływającym na ocenę charakteru szkoły jako całości jest dopuszczenie udziału studentów w kierowaniu zakładem zgodnie z powszechnie przyjętym w nauce socjalistycznej poglądem, że udział użytkowników zakładu w kierowaniu nim jest przejawem samorządności. Stąd uczelnie, tracąc charakter samorządów akademickich, nabrały pewnych cech samorządu w rozumieniu socjalistycznej doktryny prawa".

Najczęściej czytane24 htydzień