Pielęgniarki, które opuściły kancelarię premiera, przemieszczały się w ochronie policji i w szpalerze utworzonym przez górników w paradnych strojach. Towarzyszyły im oklaski, wiwaty i śpiew "sto lat" protestujących. Pielęgniarki powitały swoje koleżanki kwiatami.
To nie koniec, będziemy walczyć
- Premier spotkał się z nami, wyciągnął rękę i za to dziękujemy. Ale jesteśmy w tym samym punkcie, co tydzień temu. To nie jest koniec - powiedziała we wtorek szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP) Dorota Gardias. "Nie ma żadnych deklaracji rządu, jutro dalszy ciąg rozmów" - dodała. Gardias zaapelowała do osób w miasteczku namiotowym, by nie opuszczali swojego miejsca. Wstępnie spotkanie związków służby zdrowia z premierem zapowiedziano na jutro na godz. 17. Wcześniej, o godz. 11, ma się zebrać zarząd OZZPiP.
Dorota Gardias była jedną z czterech pielęgniarek, które od tygodnia okupowały jedną z sal w kancelarii premiera. - Dziękujemy prasie, dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali - mówiła Gardias. - Podjęliśmy tak desperacki krok, żeby nie było strajku w szpitalu. Pielęgniarki w Polsce są dla was. Walczymy o wszystko, czego pielęgniarki i położne w Polsce nie mają. Walczymy o prestiż. Jesteśmy silnymi kobietami. Będziemy walczyć. Może nie dla nas, lecz dla przyszłych pokoleń pielęgniarek.
Gardias zapowiedziała, że o tym, jak pielęgniarki były traktowane opowie kiedy indziej. - Premier mówił długo o problemach państwa. Zaczął od pomysłu podniesienia podatków dla najbogatszych. Ale my nie rządzimy państwem. Nie jesteśmy Janosikami. Przypomniałam premierowi o programie PiS sprzed wyborów - relacjonowała Gardias dzisiejsze spotkanie.
Rzeczniczka OZZPiP: Białe miasteczko zostanie
- Mimo wyjścia pielęgniarek z kancelarii premiera "białe miasteczko" nadal pozostanie, a protestujące w nim pielęgniarki nie przerwą głodówki - oświadczyła rzeczniczka Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Ewa Obuchowska.
W rozmowach z dziennikarzami pielęgniarki mówią, że warunkiem likwidacji obozowiska jest m.in. zagwarantowanie utrzymania 30- proc. podwyżek płac wynikających z ustawy z 2006 r. oraz to, że te podwyżki będą dopisane do pensji zasadniczej, a nie jako dodatki.
Pielęgniarki chciały rozmów
Pielęgniarki zaczęły okupację gabinetu nr 7 w siedzibie premiera przy Alejach Ujazdowskich po manifestacji służby zdrowia 19 czerwca. Siostry chciały, by petycję z ich żądaniami przyjął osobiście premier. Gdy tak się nie stało, postanowiły pozostać w jednej z sal kancelarii. Wszystkie propozycje szefa rządu, by rozmawiać o sytuacji w służbie zdrowia poza kancelarią, w Centrum "Dialog" przy ul. Limanowskiego zostały przez pielęgniarki odrzucone. Siostry nie przybyły na żadne z tych spotkań. Domagały się rozmów w kancelarii premiera.