MEN przygotowało projekt nowej listy lektur szkolnych, na której zabrakło utworów m.in. Gombrowicza, Witkacego, Kafki, Goethego i Dostojewskiego. Mają się za to pojawić m.in. utwory Jana Dobraczyńskiego.
"Ja tego nie jestem w stanie zrozumieć. Nie wiem - żart? Jeśli żart - to bardzo nie udany. Drwina - jest pytanie z kogo? Chęć prowokacji, chęć zaistnienia w najgorszym tego słowa znaczeniu - tyle mogę w tej sprawie powiedzieć" - powiedział Jarosław Kaczyński o sprawie.
Wicepremier i minister edukacji Roman Giertych zastrzega, że projekt MEN to wstępna propozycja, a nad zmianami będzie trwać dyskusja, w której każdy może zgłaszać swe uwag.
W poniedziałek Giertych tłumaczył, że to nie on zaproponował usunięcie utworów Fiodora Dostojewskiego z listy lektur, bo stało się to o wiele wcześniej. Według niego książek Dostojewskiego nie ma na liście lektur obowiązkowych od 1999 r.
Zdaniem Giertycha, "Zbrodnia i kara" Dostojewskiego, a przynajmniej fragmenty tej powieści powinny być omawiane w szkole
Premier karci Leppera
Premier skrytykował również słowa, jakich Andrzej Lepper użył uzasadniając swoją wczorajszą nieobecność w sądzie. Lider Samoobrony jest oskarżony o wysypywanie zboża na tory. Minister rolnictwa miał powiedzieć, że nie stawił się ponieważ pił wówczas kawę w ministerstwie.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, te słowa mogą bardzo zaszkodzić Andrzejowi Lepperowi. Gość Sygnałów powiedział, że odradzałby Andrzejowi Lepperowi używania takich słów. Premier wyraził jednak zrozumienie dla Andrzeja Leppera, mówiąc, że minister rolnictwa prawdopodobnie wyraził w ten sposób niezadowolenie z tego, że jest pytany o zbyt wiele spraw.
Gość Sygnałów Dnia podkreślił również, że wicepremier Andrzej Lepper nie miał obowiązku stawienia się na rozprawę.
Premier: Obrona Mirosława G. to demoralizacja i degeneracja
Premier Jarosław Kaczyński uważa, że minister sprawiedliwości powinien wyciągnąć wnioski z następstw swojej wypowiedzi po zatrzymaniu byłego ordynatora kardiochirurgii szpitala MSWiA. Zbigniew Ziobro powiedział wówczas, że Mirosław G. już nigdy nikogo nie pozbawi życia.
Szef rządu podkreślił w Sygnałach Dnia w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że nadal uważa, iż minister Ziobro miał podstawy do wypowiedzenia takich słów. Premier zastrzegł jednak, czasem wypowiedzenie o jednego słowa za dużo sprawia, że osoba oskarżona staje się - jak to określił, "przedmiotem kultu". Zdaniem premiera, obrona Mirosława G. przez media jest przykładem - jak to określił - "demoralizacji i degeneracji".
Gość Sygnałów Dnia podkreślił, że dowody korupcji byłego ordynatora są bardzo mocne.