Prokuratura miała mocne dowody - fałszerstwo na liście poparcia potwierdziła 1,5 tys. świadków, którzy zeznawali przed sądem. Także były współpracownik Begerowej Ryszard P. zeznał: - Podrabiałem podpisy na jej listach wyborczych, bo taki był rozkaz partyjny. Beger przywiozła gotowe formularze i kazała mi to przepisać - mówił przed sądem. Proces zakończył się po dwóch latach i 45 rozprawach przed Sądem Rejonowym w Pile. Renata Beger nie pojawiła się na procesie. Ale już wiadomo, że w partii włos jej z głowy nie spadnie. - Beger nie fałszowała, tylko jej współpracownik. A poza tym wyrok nie jest prawomocny. Więc nie będzie żadnych sankcji partyjnych wobec pani Beger. Poczekamy na wyrok prawomocny - skomentował na gorąco Jerzy Maksymiuk, wiceprzewodniczący Samoobrony.
Afera z podpisami Begerowej wybuchła w 2003 r. Dwa lata wcześniej kobieta dostała się do Sejmu z listy Samoobrony. Aby startować w wyborach musiała złożyć w Okręgowej Komisji Wyborczej listy z 5 tysiącami podpisów osób, które udzieliły jej poparcia. Wyrok sądu w Pile, choć nieprawomocny wskazuje, że Renata Beger dostała się do Sejmu poprzedniej kadencji bezprawnie.
Na wyrok w identycznej sprawie oczekuje w Pile także b. poseł Ligi Polskich Rodzin Józef Skowyra. Wraz z żoną jest oskarżony o fałszowanie podpisów na listach poparcia. Ale proces Skowyry nawet się na dobre nie zaczął. Były poseł nie pojawia się bowiem na rozprawach.