Członkinie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych pikietują siedzibę resortu zdrowia od poniedziałku. Domagają się podwyżek płac. W tym czasie kilkakrotnie rozmawiała z nimi minister
Ewa Kopacz. Choć jeszcze przed rozpoczęciem protestu
mówiła w Poranku Radia TOK FM, że to nie ona jest adresatem postulatów płacowych.
Dziś to samo powtarza Michał Boni, szef zespołu doradców premiera. - Tabele wynagrodzeń nie są układane w ministerstwie. Bezpośrednim partnerem do rozmów są ci, którzy zatrudniają, czyli dyrektorzy szpitali - stwierdził. Gość Poranka Radia
TOK FM - powołując się na dane statystyczne - podkreślił też, że sytuacja pielęgniarek jest lepsza niż kilka lat temu. - Pielęgniarki z Podbeskidzia zarabiają między 2 700 a 3 600 zł. Kilka lat temu wynagrodzenia pielęgniarek były bliższe płacy minimalne, więc jednak te wynagrodzenia też wzrastają - mówił Boni. Jak stwierdził, nie ma co liczyć na to, że rząd przygotuje jakiś mechanizm podnoszenia płac. - Musimy zrozumieć, to już nie jest tak, że państwo decyduje o wszystkim - dodał.
Jak zapowiadają pielęgniarki podczas dzisiejszego spotkania zarządu związku może zapaść decyzja o
rozpoczęciu ogólnopolskiego strajku.