Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Dorota Gardias zapowiedziała, że protest może odbyć się w przypadku braku reakcji Ministerstwa Zdrowia. Już teraz pod gmachem ministerstwa stoi ok. 20 pielęgniarek.
Bezowocne spotkanie
Przedstawicielki zarządu OZZPiP spotkały się dziś rano z minister zdrowia Ewą Kopacz i przekazały jej list otwarty. W ministerstwie odbyły się także konsultacje. Tematem rozmów była sytuacja pielęgniarek z Podbeskidzia, które zarzucają urzędnikom bierność wobec potrzeb swojego środowiska. Domagają się wzrostu wynagrodzeń.
Argumentują, że pielęgniarek ubywa, średnia ich wieku jest coraz wyższa, a resort zdrowia nie robi nic, by zachęcić młode osoby do kształcenia w tym kierunku.
Jednak jak powiedziała Gardias, resort nie zaproponował żadnego rozwiązania sytuacji protestujących pielęgniarek.
- Jesteśmy cały czas gotowe rozmawiać. Jeżeli pani minister zaproponuje wyjście z tej sytuacji, jesteśmy gotowe stawić się na rozmowy w każdej chwili. Mamy nadzieję, że w środę zarząd związku nie będzie musiał podjąć decyzji o wszczęciu protestu, ale jest to uzależnione od działań ministerstwa zdrowia - powiedziała.
Bierność ministerstwa?
- Pani minister, oprócz zarzucania nam, że w ogóle odbywa się jakakolwiek pikieta, niczego nie zadeklarowała ze swojej strony, a co zrobi, zobaczymy - powiedziała wiceprzewodnicząca OZZPiP Longina Kaczmarska.
- Generalnie w całym kraju jest źle, już nie mówię o wynagrodzeniach(...), ale praca jest coraz trudniejsza, oczekiwania są coraz większe, coraz mniej jest pielęgniarek, próbuje się zastraszać to środowisko, próbuje się wymuszać podpisywanie lojalek. (...) Próbuje się ograniczać wolność słowa, bo jeśli pielęgniarka powie do mediów, że coś w danym zakładzie pracy jest nieprawidłowo, to natychmiast zostaje zwolniona - dodała Kaczmarska.
Śląsk protestuje
Przewodnicząca regionu śląskiego OZZPiP Iwona Borchulska poinformowała, że protest trwa obecnie w czterech szpitalach: w dwóch w Bielsku-Białej, w Żywcu i Międzybrodziu. Jak dodała, podczas rozmowy z pielęgniarkami minister Kopacz powiedziała, że jest "zdziwiona".
- Ja nie wiem, czym się tu dziwić, bo trwa to już dwa tygodnie i poruszyłyśmy też przedstawicieli władzy: wojewodę, marszałka - dodała przewodnicząca regionu śląskiego OZZPiP. - Mam nadzieję, że związek podejmie decyzję o krajowym proteście, bo problem nie jest tylko problemem Podbeskidzia, czy Śląska, ale ogólnopolskim - dodała. Borchulska zaznaczyła też, że pielęgniarki są gotowe do rozmów.
Śląska OZZPiP przekształciła się w czwartek w komitet strajkowy. To wyraz poparcia dla pielęgniarek protestujących od prawie dwóch tygodni w szpitalach na Podbeskidziu. Udział w proteście bierze kilkaset pielęgniarek, część z nich prowadzi protest głodowy.
Przedstawiciele zarządu woj. śląskiego zaznaczali, że płace w placówkach objętych protestem nie odbiegają od płac w innych szpitalach należących do samorządu. Decyzję o rozpoczęciu akcji uznali za zaskakującą. Władze regionu uważają, że protest pielęgniarek narusza przepisy ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Pielęgniarki odpowiadają, że mają opinię prawną o legalności strajku.