- To nie jest żadna forma protestu, natomiast byłem bardzo zaskoczony tą uwagą pana przewodniczącego, kiedy powiedziałem, że chcę zadać jeszcze jedno pytanie, a pan przewodniczący powiedział: "pańskie pytania i tak nic w tej sprawie nie wyjaśnią" - relacjonował po opuszczeniu spotkania Wassermann.
Jak mówił, liczył na to, że spotkanie z szefem
ABW pomoże w pracach komisji, jednak niczego się nie dowiedział.
- Spotkania ze służbami są trudne; służby (...) potrafią doskonale chronić informacje. Inaczej mówiąc od służb można się coś dowiedzieć, jak się coś wie - zaznaczył poseł
PiS.
Śledczy: Przesłuchanie nie wniosło niczego nowego Ostatecznie komisja nie uzyskała od Bondaryka zbyt wielu informacji". Bartosz Arłukowicz powiedział po przesłuchaniu, że z rozmowy z Bondarykiem nic szczególnego, ani nowego nie wynika. Jak zaznaczył, padła jednak "deklaracja dobrej współpracy".
- Myśmy próbowali coś wycisnąć z ABW. To są służby, więc jest trudno - relacjonował Sławomir Neumann z PO. Dodał, że Bondaryk został poproszony o przyspieszenie kwerendy materiałów mogących się przydać w sejmowym śledztwie.
W podobnym tonie wypowiadał się
Zbigniew Wassermann (PiS). "Spotkania ze służbami są trudne; służby (...) potrafią doskonale chronić informacje. Inaczej mówiąc, od służb można się coś dowiedzieć, jak się coś wie" - ocenił poseł PiS w rozmowie z dziennikarzami.
Z kolei zdaniem szefa komisji hazardowej posłowie zadając szefowi ABW pytania "przekraczali zakres informacji, które były możliwe do uzyskania". - Po prostu wkraczali na obszar danych dotyczących działalności operacyjnej ABW - powiedział dziennikarzom Sekuła.
- Pan minister Bondaryk zachował się bardzo profesjonalnie i udzielił nam bardzo szczerych i dobrych odpowiedzi w zakresie, w jakim mógł, natomiast jeśli posłowie przekraczali ten zakres, to wtedy się nic nie dowiadywali - dodał Sekuła.