- To kolejny przeciek. Jesteśmy świadkami sprawy w sprawie, afery w aferze. Poczekajmy na zakończenie prac komisji śledczej. Mówmy o dokumentach i faktach, a nie przeciekach i insynuacjach - komentuje Schetyna publikację "Rzeczpospolitej".
- 20 lat temu broniłem pracę magisterską na Uniwersytecie Wrocławskim. Bez przesady, 20 lat to szmat czasu - mówi
Grzegorz Schetyna. - To co mówiłem, podtrzymuję - dodaje. Zaznacza przy tym, że takie publikacje to, jego zdaniem, "rozdmuchiwanie kolejnych problemów".
Dzisiejsza "Rzeczpospolita" opisuje
zeznania Ryszarda Sobiesiaka, które 6 stycznia 2010 r. złożył w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej. Sobiesiak zeznawał trzy godziny.
W niektórych fragmentach jego zeznania są sprzeczne z zeznaniami polityków PO. Jedną z rozbieżności jest długość znajomości Grzegorz Schetyny z Sobiesiakiem. Wicepremier zeznał przed komisją hazardową, że zna go od 2003 roku. Sobiesiak utrzymuje, że od 20 lat.
Grzegorz Schetyna przed komisją hazardową>>> Zeznania Co wynika z zeznań Sobiesiaka, o których pisze "Rzeczpospolita? M.in., że źródłem przecieku mógł być współpracownik Mirosława Drzewieckiego Marcin Rosół. Powiedział on córce Sobiesiaka, w czasie spotkania w Pędzącym Króliku, że na jej ojca składane są donosy. - W czasie spotkania w sierpniu 2009 r. Marcin Rosół z tego, co mówiła córka, zasugerował jej, że ponieważ są donosy na "twojego tatusia", to lepiej żeby nie startowała (na stanowisko w Totalizatorze Sportowym - dop. red.). Córka powiedziała, że poinformował ją, że są donosy na mnie - zeznał wg. "Rzeczpospolitej" biznesmen.
Dodał, że nigdy nie prosił o załatwienie córce pracy w Totalizatorze Sportowym.
Wytłumaczył też, dlaczego pod koniec sierpnia, kiedy mogło dojść do przecieku zmienił telefon. Jak wyjaśnił, poprzedni zaczął mu się psuć.
Czytaj więcej>>