Jak czytamy w artykule, najważniejsze przygotowane przez ministerstwo pracy i polityki społecznej zmiany przewidują: umożliwienie powrotu do
ZUS wszystkim osobom oszczędzającym w II filarze, wprowadzenie jednorazowej wypłaty wszystkich pieniędzy z OFE i zdecydowane obniżenie kosztem ZUS składek trafiających do funduszy. Pierwsza zmiana ma dotyczyć osób, które ukończą 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni). Gazeta podkreśla, że zyskają one możliwość przekazania całości lub części zgromadzonych w OFE pieniędzy do ZUS. Tylko w tym roku może z tego skorzystać 370 tys. osób.
Druga zmiana dotyczy osób, które ukończą 65 lat. Będą one mogły wypłacić wszystkie środki zgromadzone w OFE i przeznaczyć je na dowolny cel. Taka jednorazowa wypłata będzie możliwa pod jednym warunkiem - uzyskania emerytury w wysokości co najmniej dwóch minimalnych świadczeń (obecnie 1350 złotych) - zauważa dziennik.
Trzeci pomysł to realizacja zgłaszanej już przez resort pracy i finansów propozycji zmniejszenia składki do OFE - z 7,3 do 3 procent tzw. podstawy wymiaru. Dzięki temu
budżet będzie przekazywać ZUS mniej pieniędzy. Ale w przyszłości to Zakład, który jest dotowany przez budżet, będzie odpowiadał za większą część wypłat emerytur - czytamy w artykule.
Eksperci: Nie! To kolejny już pomysł rządu - po zapowiedziach Jacka Rostowskiego - którego celem jest czasowe ograniczenie wydatków budżetu na ZUS. Rząd motywuje to... dobrem ubezpieczonych. - Chcemy dać ubezpieczonym więcej swobody w decydowaniu, co zrobią z pieniędzmi - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Marek Bucior, wiceminister pracy.
Tymczasem eksperci alarmują, że rząd po pierwsze niszczy reformę emerytalną, której istotą było zbieranie pieniędzy na własne konto. Po drugie, realizacja nowych pomysłów może doprowadzić do pogorszenia się i tak już słabej sytuacji finansowej emerytów. - Jednorazowa wypłata z OFE może zostać szybko skonsumowana, a na niskiej emeryturze ubezpieczony będzie musiał żyć 20-30 lat - mówi była wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Zdaniem Wiktora Wojciechowskiego z Fundacji FOR, może to powodować w przyszłości presję polityczną na specjalne dodatki do niskich świadczeń, za które zapłacą pracujący.