Dobiegła końca warszawska manifestacja NSZZ "Solidarność" ws. ratowania przemysłu stoczniowego i zbrojeniowego oraz regionalnego transportu kolejowego. Pod Kancelarią Premiera pojawiło się co najmniej 1,5 tys. manifestujących. Dwóch policjantów zostało rannych.
- Związkowcy nie mają nic do stracenia - ostrzegali przed manifestacją organizatorzy i przestrzegali przed "poważnymi" utrudnieniami ruchu w stolicy. Rzeczywiście protest NSZZ S. zgromadził 1,5 tys. demonstrantów, których pochód ulicami centrum miasta poważnie utrudnił komunikację.
Stoczniowcy podczas marszu Alejami Ujazdowskimi:
fot. Gazeta.pl
Co najmniej 1,5 tys. związkowców (informację potwierdziła stołeczna policja) z Solidarności ok. godz. 11.30 zgromadziło się na placu Trzech Krzyży w Warszawie, naprzeciwko siedziby Ministerstwa Gospodarki. Jednak według szefa "Solidarności" Janusza Śniadka, w manifestacji bierze udział kilka tysięcy uczestników.
Cały czas do pochodu dołączały nowe, kilkudziesięcioosobowe grupy.
"Okradli nas! Złodzieje!"
Związkowcy trzymają transparenty z napisami "Pracy i chleba" oraz "Zbrodniarze - za dewastację kraju i narodu - szubienica". Co jakiś czas słychać wybuchające petardy; wyją syreny. Reporterzy Gazeta.pl informują, że demonstranci stają się coraz głośniejsi. - Chcemy wyrżnąć wszystkich frajerów z PO - krzyczy jeden z nich. - Okradli nas, okradli zakłady - dodaje.
W ulicach odchodzących od placu zebrały się patrole policyjne. Budynek ministerstwa został otoczony barierkami. Nad protestującymi krążył policyjny helikopter. Jeszcze lepiej była pilnowana Kancelaria Premiera. - Właśnie podjechały pod nią radiowozy policyjne - jest ich co najmniej 20 - mówił reporter Gazeta.pl. W okolicy pojawiła się też armatka wodna.
"Dobra wola współpracy"
Wcześniej szef "Solidarności" Janusz Śniadek zaniósł do ministerstwa gospodarki petycję. Po wyjściu powiedział: "Ze strony rządu jest dobra wola współpracy i kolejnych spotkań, więc jesteśmy dobrej myśli".
Po godz. 12 pochód ruszył pod Kancelarię Premiera. Jak informował dziennikarz Gazeta.pl: "Demonstranci idą alejami Ujazdowskimi". - W ciężarówce wiozą sześć opon. Prawdopodobnie zamierzają je podpalić pod kancelarią - opowiadał.
- Dawać Tuska! - krzyczeli pod Kancelarią Premiera manifestanci i podpalali opony. Na kordony policji poleciały petardy, jajka i wyzwiska. - Sami żeście niedawno krzyczeli, że rząd to złodzieje - drwili związkowcy. Jak doniosło Radio TOK FM, dwóch policjantów zostało rannych.
Dwie osoby próbowały forsować barierki. Ale szybko zatrzymali ich inni związkowcy.
Ok. godz.13.30 organizatorzy ogłosili zakończenie manifestacji, mimo że demonstracja miała trwać do godz. 16.
Bezrobotny spawacz to jak informatyk pracujacy za 1500 PLN miesiecznie, albojednorozec. Banda roszczeniowo nastawionych nierobow, zada zycia na kosztpodatnika. Ja mam dosyc placenia podatkow»
Dlaczego nasze narodowe utrzymanki nie potrafią się kulturalnie zachowywać. To już nie jest "Solidarność" to są pisowskie solidaruchy, słowem naimici najgorszego autoramentu.»