Szpital Onkologiczny, w którym leczy się niemal cała zachodnia Polska ma już niemal 9 milionów złotych długu. - Z każdym dniem ta kwota rośnie, pod koniec roku może być to nawet 15 milionów złotych - mówi
TOK FM wicedyrektor Jerzy Załuski. W tej sytuacji szpital ma dwa wyjścia. Leczyć tańszymi, lecz mało skutecznymi lekami, albo zacząć ograniczać przyjęcia. - Nie wyobrażam sobie odsyłać do domu pacjenta z nowotworem złośliwym, kazać mu przyjść np. za 3 miesiące. Dla wielu będzie to wyrok śmierci - podkreśla.
Zdaniem dyrekcji, szpital nie popadłby w tarapaty finansowe, gdy kontrakt z
NFZ był zdecydowanie wyższy. - Pacjentów z roku na rok jest więcej, a pieniądze są nieadekwatnie małe do potrzeb szpitala - tłumaczy w rozmowie z TOK FM wicedyrektor Załuski.
Decyzja o tym, czy wstrzymać tzw. planowane zabiegi i operacje wydaje się już tylko kwestią czasu. - Poważnie zastanawiamy się, od kiedy będziemy przyjmować tylko pacjentów z zagrożeniem życia - mówi lekarz. Choć sam przyznaje, że wybór kogo przyjąć, a kogo odesłać byłby szalenie trudny, bo na Garbary trafiają w większości śmiertelnie chorzy pacjenci.
O przekładaniu zabiegów nie chcą słyszeć chorzy onkologicznie. I trudno się im dziwić. - Nie wyobrażam sobie tego, dla mnie to byłaby tragedia, bo niedługo kończę chemię - mówi reporterowi TOK FM pani Jadwiga. O przerwaniu leczenia nie chce słyszeć również pani Ania, u której 4 lata temu wykryto raka piersi. Teraz walczy z nowotworem płuc. - Byłabym strasznie rozczarowana, gdyby omówiono mi terapii. Wierzę , że do tego jednak nie dojdzie - mówi ze łzami w oczach.
NFZ zapewnia, że za ponad limitowe świadczenia zapłaci. - Niezależnie od tego, czy mieszczą się one w kontrakcie czy nie zostaną pokryte w stu procentach - zapewnia Radio TOK FM szefowa wielkopolskiego Funduszu Zbigniewa Nowodworska. Nie wiadomo jednak kiedy to się stanie, bo na pieniądze z Centrali wielkopolski NFZ ciągle czeka.