Dramat w bazie Fort Hood "Żołnierze darli mundury, opatrywali kolegów" Agenci federalni przeszukali dom zabójcy w Fort Hood. Chcieli dowiedzieć się dlaczego żołnierz, który składał przysięgę by pomagać swoim kolegom zdecydował się do nich strzelać.
Malik Nadal Hasan trafił do bazy Fort Hood w lipcu. Przeniesiono go tam z centrum medycznego Waltera Reeda. Anonimowy rozmówca twierdzi, że jego transfer wynikał z niskiej oceny jego kwalifikacji jako psychiatry. Według republikańskiej senator Kay Bayley Hutchison, która rozmawiała z generałami z Fort Hood Hasan żołnierz miał być wkrótce wysłany na zagraniczną misję wojskową. Emerytowany pułkownik Terry Lee, który pracował z Hasanem powiedział telewizji Fox News, że miał on być wysłany do Afganistanu.
Służby się nim interesowały Służby federalne już sześć miesięcy temu miały interesować się osobą Malika Hasana. Mężczyzna miał publikować w internecie wpisy na temat zamachów bombowych i innych zagrożeń terrorystycznych. Na razie agenci sprawdzają, czy Hasan rzeczywiście był ich autorem. Na jednym z blogów pojawił się wpis porównujący zamachowców z żołnierzami, którzy przykrywają granat własnym ciałem by ocalić życie kolegów.
- Mówienie, że taki żołnierz popełnia samobójstwo jest niesłuszne. Taka osobę powinno się uważać za bohatera, który poświęcił swoje życie dla wyższych celów. Uczeni porównują to do zamachowców - samobójców, którzy poświęcają swoje życie by ratować Muzułmanów przed wrogami - ta treść wpisu wzbudziła zainteresowanie śledczych.
Liczył, że Obama zakończy wojnę Zdaniem rozmówcy Fox News Hasan obawiał się wyjazdu na misję. Miał też nadzieję, że prezydent
Barack Obama wycofa wkrótce amerykańskie wojska z Iraku i Afganistanu. Żołnierz miał też często wdawać się w awantury ze swoimi kolegami, którzy popierali sens amerykańskich misji wojskowych w tych krajach.
Malik Nadal Hasan był praktykującym muzułmaninem. Faizul Khan, immam z meczetu do którego uczęszczał żołnierz twierdzi, że często z nim rozmawiał. Hasan zwierzał mu się, że chciałby znaleźć żonę.
39-letni żołnierz ukończył prestiżowa uczelnię Virginia Tech. Praktykował jako psychiatra. Mężczyzna miał jordańskie korzenie. Urodził się jednak na terytorium Stanów Zjednoczonych i nigdy nie wyjeżdżał za granicę.
"Strzelał systematycznie i na zimno" Wczoraj Hasan otworzył ogień do swoich kolegów w bazie. W ataku zginęło 13 osób a 30 zostało rannych. Napastnik strzelał z dwóch pistoletów, w tym z broni półautomatycznej. Żaden z pistoletów nie pochodził z wojskowego arsenału. Początkowo pojawiały się informacje, że zabójca został zastrzelony. Okazało się jednak , że przeżył i jest ranny. Trafił do szpitala z czterema ranami postrzałowymi. Leży nieprzytomny pod respiratorem.
Ekspert wojskowy telewizji Fox News, emerytowany generał Robert Scales, powiedział, że podejrzewa, iż mamy do czynienia z aktem terroru, choć jak dotąd nie ma na to dowodów.
Hassan - powiedział generał - nie strzelał do żołnierzy w nagłym ataku furii, ale systematycznie i "na zimno", jakby dokonywał egzekucji.
"Przychodził na kawę i ciastko" - Jestem w szoku. Kiedy jesteś na misji zawsze możesz się spodziewać takiej sytuacji. Tutaj nawet nie możemy się bronić - powiedział Jerry Richard, jeden z wojskowych stacjonujących w bazie. Na terenie jednostki żołnierze mogą mieć przy sobie broń jedynie w trakcie ćwiczeń wojskowych.
- Każdego ranka przychodził do mnie na kawę i ciastko - powiedział telewizji CNN właściciel sklepu spożywczego 7-Eleven w miasteczku, w którym mieszkał Hasan. Według niego wojskowy odwiedził sklep nawet w dniu zamachu. - Zachowywał się normalnie. Zamówił u mnie kawę, co widać na nagraniu z kamery przemysłowej - powiedział sklepikarz.
- Współczujemy bliskim ofiar zamachu. Nasza rodzina kocha Amerykę. Jesteśmy dumni z naszego kraju i ta tragedia głęboko nami wstrząsnęła - powiedział Nader Hasan, kuzyn zabójcy.