Monika Olejnik i
Ewa Kopacz spierały się o to, czy decyzja o
wstrzymaniu się z kupowaniem szczepionki przeciwko nowej grypie, jest zasadna. Decyzję Kopacz krytykowała opozycja.
Czytaj więcej>> - Chcę mieć stuprocentową pewność. Ostrożności, jeśli chodzi o zdrowie, nigdy nie jest za wiele. To nie jest sprawa pieniędzy, jak niektórzy sugerują - mówiła minister zdrowia.
- Pani mówi, że nie ma gwarancji. Skoro nie ma gwarancji, dlaczego chce pani, by lek pojawił się w aptekach? - pytała Olejnik. - Bo wtedy, kiedy lek zostanie dopuszczony do wolnej sprzedaży, będą musiały być gwarancje - tłumaczyła Kopacz.
"Dlaczego robimy panikę?" Olejnik przytaczała daty rozpoczęcia szczepień w innych krajach. - Pani redaktor, co się w Polsce dzieje takiego strasznego, że robimy panikę wokół wirusa, który wywołuje chorobę łagodniejszą niż sezonowa grypa? Dlaczego nie ma medialnej akcji, by namówić Polaków do szczepień na grypę sezonową? - pytała Kopacz.
- Uważam, że szczepić się trzeba, kiedy mamy pewność, że szczepionka jest dla pacjentów bezpieczna. W medycznej prasie lekarze wyrażają wiele wątpliwości w sprawie tej szczepionki. Ona powinna być dostępna, jeśli firma weźmie za nią odpowiedzialność - zapewniała. - A pani nie weźmie? Dlaczego włoski rząd wziął? - dopytywała Olejnik. - To niech pani spyta włoskiego rządu - ripostowała Kopacz.
Jakie będą skutki? - Szczepionkę przeciwko A/H1N1 produkują trzy firmy, ale żadna nie jest w stanie ocenić, jakie mogą być późniejsze jej skutki. Badania trwały dosyć krótko. Nie wiadomo, czy można tą szczepionką szczepić dzieci i kobiety w ciąży - tłumaczyła wczoraj na konferencji minister Kopacz.