Policja zamierza przesłuchać rodziców 6-letniego Falcona Heene. Państwo Heene dwa dni temu postawili na nogi całe Stany Zjednoczone, podnosząc alarm, że ich sześcioletni synek odleciał balonem w kształcie latającego talerza.
Fot. AP
Rodzice Richard i Mayumi. I synowie (od lewej): Ryan, Falcon i Bradford
Balon przeleciał około 80 kilometrów nad północną częścią stanu Kolorado. Spadł. Chłopca nie było w środku. W sumie poszukiwania dziecka trwały około pięciu godzin. 6-latek odnalazł się w garażu swego domu, gdzie przebywał przez cały czas. Rodzina chłopca zapewnia, że o niczym nie wiedziała.
Wątpliwości, jak było naprawdę, pojawiły się podczas wywiadu, który ekipa telewizyjna przeprowadzała z Richardem i Mayumi Heene oraz trójką ich dzieci. Gdy dziennikarz zapytał Falcona, dlaczego, siedząc w garażu, nie odpowiadał na wołania rodziców i swych dwóch braci, chłopiec miał odpowiedzieć zdziwiony, kierując się w stronę rodziców: "Przecież powiedzieliście, że to wszystko robimy dla show".
Stanowy kanał telewizyjny TLC ujawnił, że ojciec chłopca kilkakroć zabiegał o zrealizowanie przez tę stację programu telewizyjnego z wykorzystaniem zbudowanego przezeń amatorskiego balonu w kształcie UFO, jednak za każdym razem mu odmawiano.
Najpierw skontaktowali się z telewizją?
Gdy mama Falcona, Mayumi Heene, zatelefonowała na numer alarmowy, powiedziała telefonistce spanikowanym głosem, że jej syn znajduje się wewnątrz latającego talerza i zaczęła płakać.
Policji wydaje się jednak niezrozumiałe, że rodzice chłopca, zamiast od razu zaalarmować policję, kontaktowali się najpierw z władzami lotniczymi i stacją telewizyjną, prosząc o wysłanie śmigłowca na poszukiwanie ich syna lecącego balonem.
Show urządzili dziennikarze, w tym również portalu Gazeta.pl. Mogli ten pożałowania godny chwyt tych państwa po prostu olać, ale stwierdzili, że trzeba narobić wrzasku. Ta relacja na żywo »