- Nie chcę mieć obsesji, ale odnoszę wrażenie, że jest jakiś rodzaj stałego zlecenia na mnie. To się nasiliło szczególnie za rządów Platformy - mówi europoseł.
O co konkretnie chodzi,
Jacek Kurski nie zdradza. Dowodem na to, że szykuje się na niego prowokacja, ma być niedawna historia z tajemniczym nocnym telefonem.
- Taka scena: hotel w Brukseli, wracam z kolacji do pokoju. Jest 2.30 w nocy. Słuchawka leży na telefonie, ale nie na widełkach. Odruchowo ją odkładam. Za trzydzieści sekund jest telefon. Dzwoni kobieta i nachalnie proponuje swoje usługi. Odkładam słuchawkę. Po chwili dzwoni znowu: "Cześć, jestem Sara, chyba nie jesteś gejem". Odłożenie tej słuchawki wskazało moment, w którym wróciłem do pokoju. Dziwna sprawa - mówi w wywiadzie dla "Wprost Light".
Jacek Kurski uważa także, że media się go wyjątkowo czepiają. Dziwi się też, dlaczego każde jego złamanie przepisów drogowych wykorzystywane jest przez "pewne media".
"ABW zbiera na mnie haki" Jesienią ubiegłego roku Jacek Kurski mówił w Radiu
TOK FM, że będzie prawdopodobnie następną osobą, której
Platforma postawi jakieś polityczne zarzuty . PO miałaby "przygotować" jakąś aferę na Pomorzu, tak aby przykryć informacje o postawieniu zarzutów korupcyjnych prezydentowi Sopotu Jackowi Karnowskiemu, byłemu członkowi PO. Takie informacje mieli mu przekazać "życzliwi ludzie z PO".
- Mam informację, że wobec mnie są czynione zabiegi, które mają mnie zdyskredytować. ABW bez pozostawienia żadnych śladów i dokumentów - "na blachę" - chodzi po różnych ludziach i instytucjach z intencją zbierania haków na mnie - mówił w TOK FM Kurski.
Poseł o swoich podejrzeniach nie zawiadomił prokuratury. Tymczasem ABW w specjalnym komunikacie zaprzeczyło, że zbiera jakieś informacje o polityku.
Przez cały dzień nie udało nam się skontaktować z europosłem. Jego asystent wytłumaczył nam, że Jacek Kurski jest zajęty, ponieważ uczestniczy w zjeździe NSZZ "Solidarność" w Białymstoku.