Jak było pod KDT? Relacja minuta po minucie Komornik, który zgodnie z zapowiedziami pojawił się wczoraj pod halą KDT, zastał tam kupców, którzy zabarykadowali się w środku. Byli tam nielegalnie. Gdy ochrona weszła do środka, doszło do przepychanek. Użyto gazu. Wczoraj pojawiły się komentarze, że policji zabrakło i gdyby wcześniej ona interweniowała, to nie doszłoby do zamieszek w pobliżu hali i na ulicy Marszałkowskiej. Kupców i gapiów trzeba było uspokajać m.in. armatkami wodnymi. Pojawiło się pytanie, czy akcja była przeprowadzona
nieprofesjonalnie. Była prośba o pomoc Komornik, który miał przeprowadzić egzekucję w KDT, zwrócił się do policji kilka tygodni temu o pomoc. Funkcjonariusze mieli pomóc usunąć stawiany opór. - Prosiliśmy nie o asystę, a pomoc. Sytuacja była do przewidzenia, bo osoby zatrudnione w KDT zapowiadały, że hali będą bronić. Nikt w Polsce wcześniej nie robił egzekucji w takim rozmiarze - tłumaczy Iwona Karpiuk-Suchecka, rzecznik Krajowej Rady Komorniczej.
O zatrudnieniu firmy ochroniarskiej mówi - Mamy prawo przybrać osoby, które zapewnią mu wykonanie czynności. Wiedzieliśmy, że w hali jest wiele boksów, a w nich towar, który trzeba było zabezpieczyć. Zaangażowanie ochroniarzy było naszym zdaniem celowe - dodaje Karpiuk-Suchecka.
"Policja nie chciała prowokować" - Nie chcemy oceniać policji. Jesteśmy zadowoleni z pracy komornika, który mimo ciężkich warunków starał się swoją czynność wykonać. Policja miała powody do "miękkiego działania". Nie chciała wywołać eskalacji konfliktu - mówi Karpiuk-Suchecka - Policja pewnie myślała, że konflikt zakończy się sam, ale kiedy zauważyła, że tak nie będzie zaczęła interweniować - mówiła -. Często korzystamy z firm ochroniarskich gdy trzeba np. zabezpieczyć mienie oraz policji - dodała.
Jej zdaniem
policja powinna być z komornikiem od samego początku akcji (godz. 8.30) i interweniować od razu.
Nie trzeba iść z karabinami Policja broni się, że na miejscu od samego rana było 15 dzielnicowych i 100 strażników miejskich. Marcin Szyndler ze stołecznej komendy policji nie chce oceniać pracy ochroniarzy. - To komornik decyduje, co i kiedy się dzieje. My wchodzimy do akcji, gdy jest eskalacja konfliktu, kiedy zaczynają lecieć m.in. różne przedmioty. Naszym zadaniem jest uspokojenie nastrojów, nawet z użyciem siły - mówił w
TVN24. - Nie trzeba iść z karabinami. gdy nie ma takiej potrzeby. Wczoraj pojawiły się zarzuty, że było nas za dużo, że prowokowaliśmy wyglądem. A teraz jest drugi zarzut, że nas nie było wcześniej. Nie było takiej potrzeby. Pojawiamy się, kiedy jest łamane prawo - mówił Szyndler.