- Tuż po rozpoczęciu nowego roku przypadkiem miałem nieprzyjemność oglądać Program 1
TVP. Nadawano tam szopkę noworoczną. Pod koniec tego strasznego spektaklu dobiegły mnie dźwięki jakby znajome. Znajome były i owszem, bo własne. Sprawcy wykorzystali muzykę z piosenki mojego autorstwa "Gdy nie ma dzieci", wyrzucając tekst oryginalny, a w to miejsce instalując jakiegoś lirycznego potworka. Pomijając poziom artystyczny czy wymowę ideową, taki ruch wymaga zgody autora i kompozytora piosenki, ponieważ jest ona utworem tzw. łącznym - jej urok, sens i wartość to muzyka i słowa stanowiące nierozerwalną całość. Niestety, nikt o taką zgodę nie raczył mnie ani kompozytora zapytać. Nie miałem więc nawet okazji do odpowiedzi odmownej
- napisał Kazik.
Marcin Wolski, za czasów
PiS były dyrektor Pierwszego Programu Polskiego Radia i członek Honorowego Komitetu Poparcia dla Lecha Kaczyńskiego, nie ukrywa swoich politycznych sympatii. W tym roku Wolski nabijał się głównie z raju, do którego mieliśmy trafić dzięki cudom Platformy Obywatelskiej. Szopkę
opisała "Gazeta Wyborcza", według której od Wolskiego tradycyjnie oberwała m.in. Monika Olejnik - ta, co w swojej "kropce nad WSI" dla jednych ma marchew, a dla innych tylko bata. Pojawił się też
Lech Wałęsa - jako kapuś, który "nie chciał, choć musiał".
- Nie wiem, jak inni nie pytani o zgodę - bo tych piosenek naprawdę sporo było - ale umieszczenie piosenki, której jestem autorem w czymś takim, co miałem nieszczęście zobaczyć w środową noc, załamało mnie i obraziło właściwie. Brak zaś elementarnych zasad grzeczności, by zapytać, czy tego chcę, to już doprawdy gruba niestosowność - kończy swój list do Marcina Wolskiego Kazik.