Według Geringer d'Oedenberg, "Wrocław ma szansę stać się nawet popularniejszy niż Kraków", ale traci na promocji, nie ma jednak nawet rozpoznawalnej nazwy.
- Kraków to Cracow, Cracovie. Warszawa - Warsaw, Varsovie. A Wrocław? To po prostu Wrocław, trudna do wypowiedzenia nazwa, bez angielskiego czy francuskiego odpowiednika. Jest oczywiście Breslau, ale tak mówić nie lubimy - mówi eurodeputowana.
Postuluje Pani, żeby wrócić do Breslau? - pyta "Gazeta Wrocławska".- Używać kilku nazw, tak jak to robią inne europejskie miasta. Przede wszystkim stworzyć nazwę angielską.
Śmiały plan.- Konieczność. Dzisiaj Francuzi łamią sobie język i w najlepszym razie mówią Wroklau, Anglikom wychodzi coś w stylu "Łok-łoł".
Na lotniskach przy numerze lotu pojawia się niekiedy Breslau.- Wprowadza to zamieszanie. Znam obcokrajowców, którzy zgubili się na lotnisku we Frankfurcie, bo na tablicach nie mogli dojrzeć Wrocławia. Był Breslau, ale oni nie byli pewni czy to na pewno to samo miasto.
Jak dodaje, nazwa "Breslau" nie powinna być źle odbierana. - My używamy nazw Wilno czy Lwów, a przecież te miasta mają dzisiaj swoje nazwy po litewsku i ukraińsku - ocenia Geringer d'Oedenberg.
Wrocław zróbmy Breslauem, a Gdańsk - Danzigiem. Zniknie wtedy problem z nieznajomością naszego kraju w Europie? -
komentarz Jacka Harłukowicza z "Gazety Wyborczej"