- Ustawa nakłada na
BOR ochronę osób i obiektów. W siedzibie naczelnej władzy RP pojawiły się osoby obce, przebywające tam nielegalnie i należało uciąć ich sposób komunikowania się z demonstracją na zewnątrz. BOR nie patrzy na, że to są kobiety, które słabo zarabiają - mówił Dorn, b. szef
MSWiA.
- BOR ma obowiązek, z ustawy, widzieć tam intruza - dodał.
- Nie widzę tu rejtanowskiej obrony - mówił o komentarzach polityków
PiS-u na ujawnienie zagłuszania przez media. Nie chciał też powiedzieć, jak ocenia reakcję Jarosława Kaczyńskiego. - Jednak to, co wyprawia w tej sprawie w tej chwili pan
Donald Tusk, te nocne narady, można powiedzieć, że sam swojemu rządowi robi źle. Jeżeli zdarzy się sytuacja podobna, wśród funkcjonariuszy będzie strach przed podjęciem oczywistej decyzji - ocenił.
Pytany o swoją sytuację w PiS-ie, Dorn powiedział, że sam nie wie, jaki jest dziś jego status partyjny. - Jestem takim schorowanym dziadkiem leżącym na piecu, który co jakiś czas się skarży: Dlaczego nikt mnie nie informuje? - powiedział, porównując się do postaci z "Kroniki wypadków miłosnych" Tadeusza Konwickiego.
Na koniec Dorn przekazał opinii publicznej pozdrowienia o Saby i uspokoił nas wszystkich: najsłynniejszy pies IV RP ma się dobrze. - I marzy, by z suki publicznej stać się znowu suką prywatną - ujawnił.
O zagłuszani pielęgniarek mówił też dziś w Radiu Zet - Michał Kamiński - zobacz wideoDo sądu w obronie psa -
Saba Dorna kontra LiD