Od początku roku aresztowano 100 osób, które wpadły w pułapkę zastawioną przez policję. 58 z nich miało już wpisy w policyjnych kartotekach. Pozostali nigdy nie złamali prawa.
Policja twierdzi, że od początku akcji, czyli 2006 roku, liczba kradzieży w metrze, o wartości do tysiąca dolarów, spadła o połowę.
- Pasażer jest aresztowany jeśli jest oczywiste, że nie zamierza oddać znalezionego przedmiotu - mówi na łamach "Daily News" komisarz Paul Brown z nowojorskiej policji. - Na przykład, gdy wyciągnie gotówkę z portfela i włoży do kieszeni. Jeśli ktoś podniesie portfel i nie tknie pieniędzy, zostanie zatrzymany, przeszukany i po wyjaśnieniach zwolniony.
Jednak większość nowojorczyków krytykuje akcję. - Jechałem się na spotkanie, gdy zauważyłem leżący na ławce na peronie portfel - opowiada fotograf Carlos Alayo. - Podniosłem go, ale ponieważ się spieszyłem, włożyłem go do plecaka. Chciałem później znaleźć właściciela. Zamierzałem wsiąść do pociągu, który właśnie przyjechał. Wówczas poczułem rękę na swoim ramieniu. "Gdzie jest portfel?" - usłyszałem od policjanta w cywilu.
Gdy Carlos oddał policjantowi portfel, został przeszukany, zmuszono go, żeby stanął z rękoma opartymi o ścianę trzymając w ręku dowód osobisty. Policjanci spisali jego dane.
- Potraktowali mnie jak kryminalistę - opowiada Carlos. - Policjant powiedział do mnie: "Nie kłam, mów ile razy byłeś już aresztowany". Byłem zażenowany, mnóstwo pasażerów patrzyło na mnie i Bóg jeden wie, co sobie myśleli: latynoski chłopak na peronie otoczony przez gliny.
Alayo został aresztowany. Wypuszczono go, gdy się okazało, że nie można mu postawić zarzutów.
Po kilku skargach sąd nakazał policji przerwanie akcji, jednak stróże prawa kontynuują operację. Dostali instrukcje, aby w raportach wpisywać, że zatrzymani zachowywali się podejrzanie.