Tusk powiedział we wtorek, że
CBA nie będzie zlikwidowane. Zapowiedział jednak przeprowadzenie "audytu" w tej instytucji i wyciągnięcie konsekwencji wobec osób winnych zaniedbań lub łamania prawa.
- Sformułowano zapowiedź - nie likwidacji - ale ubezwłasnowolnienie i unieczynnienie CBA - uważa
Jarosław Kaczyński.
Jak mówił premier na środowej konferencji prasowej w Warszawie, podporządkowanie CBA Sejmowi oznacza powstanie instytucji, która ma statut taki, jaki mają inne instytucje, które przez cały czas funkcjonowały w III RP.
- CBA może działać dobrze we ścisłej współpracy z prokuratorem generalnym. Musi to być instytucja, która chce walczyć z korupcją i jest to walka całego rządu - podkreślił premier.
Jego zdaniem, jeśli CBA będzie w jakikolwiek sposób "ruszone", to "ten stan" będzie trwał dalej. -
Donald Tusk zdaje sobie z tego sprawę - dodał Jarosław Kaczyński.
"Nie będziemy się kierować zasadą - im gorzej, tym lepiej"- Komitet polityczny PiS zdecydował, że
Prawo i Sprawiedliwość pozostanie w następnej kadencji Sejmu w opozycji - oświadczył premier. Szef PiS zakłada, że jego partia ma przed sobą cztery lata bycia w opozycji. Jak mówił, "przedwczesne zakończenie kadencji" musiałoby się bowiem wiązać z "gwałtownymi wydarzeniami", a takich PiS Polsce nie życzy. Według premiera, PiS będzie opozycją "twardą", ale "biorącą pod uwagę interesy kraju". Zaznaczył, że w żadnym wypadku PiS nie będzie się kierował zasadą "im gorzej, tym lepiej"
Dymisja 5 listopadaPremier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że poda swój rząd do dymisji w konstytucyjnym terminie, czyli w dniu pierwszego posiedzenia nowego Sejmu - 5 listopada. - To jest obowiązek konstytucyjny, więc jak mogę nie złożyć (dymisji)? - powiedział premier pytany, czy 5 listopada poda rząd do dymisji. Premier ocenił, że "nie ma powodu", aby podawał rząd do dymisji wcześniej. - Ale 5 (listopada) na pierwszym posiedzeniu Sejmu, zgodnie z konstytucją, podaję swój rząd do dymisji, to jest oczywiste - oświadczył.
"Wytoczymy szereg procesów za obrazę"Premier Jarosław Kaczyński zapowiedział w środę, że w ciągu najbliższych tygodni PiS wytoczy szereg procesów za obrazę, w tym także szefowi PO Donaldowi Tuskowi. - Możemy w tej chwili opierać się o doświadczenie dwóch lat opozycji, no niebywale wręcz radykalnej, brutalnej, niestety łamiącej zasady kultury. Wytoczymy teraz szereg procesów, bo nie chcieliśmy tego robić, kiedy byliśmy przy władzy, ale kiedy jesteśmy w opozycji, mamy rozwiązane ręce - mówił szef PiS, odpowiadając na konferencji prasowej na pytanie o współpracę z przyszłym rządem. Kaczyński uściślił, że będą to procesy cywilne, ale także karne - "za obrazę". - Jeśli się odwołać do tego doświadczenia (opozycji) to nie ma żadnego pola do współpracy, jeżeli ktoś prowadzi totalną wojnę, to nie współpracuje. Jeżeli teraz Platforma się zmieni, to oczywiście wtedy będziemy się nad tym zastanawiać - podkreślił. Zastrzegł, że trzeba na to trochę czasu.
"Niepokojąca uciecha w Berlinie"- Bardzo niepokojąca jest uciecha ze zwycięstwa Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska w stolicach, które mają obiektywnie sprzeczne interesy z naszym krajem - ocenił Jarosław Kaczyński, odnosząc się do "radości" z wyników wyborów w Polsce, wyrażanej w Berlinie i w Moskwie.
Jako kwestie sporne w relacjach z Berlinem premier wymienił "sprawę Rurociągu Północnego, przesiedleńców, własności na polskich ziemiach zachodnich i północnych, oceny przeszłości czy oceny II wojny światowej". - Jeżeli w tej stolicy wybucha taka radość, jest to co najmniej niepokojące - podkreślił prezes PiS.
Jak dodał, PiS będzie oczekiwał od rządu "twardej kontynuacji polityki obrony polskich interesów narodowych". - Taka polityka może się nie podobać, nie wywołuje braw, wręcz przeciwnie, ale to jest polityka Polsce po prostu bezwzględnie potrzebna - oświadczył premier. Zaznaczył, że jeżeli ktoś jej zaniecha, to uczyni "coś gorszego niż błąd polityczny".
Relacje Tuska z Merkel "nie takie jak powinny być"W ocenie Kaczyńskiego, relacje między szefem PO Donaldem Tuskiem a kanclerz Niemiec Angelą Merkelem "nie są takie, jakie powinny być między szefami dwóch suwerennych państw". Jak dodał szef rządu, w Moskwie ze zwycięstwa PO zapanowała radość. - Ja bym na miejscu Donalda Tuska i jego współpracowników z tej radości się specjalnie nie cieszył - mówił.
Jak dodał, w relacjach z Moskwą mamy do czynienia także z interesami sprzecznymi, ale w innym wydaniu niż z Berlinem. Ponieważ - podkreślił -
Niemcy są naszym sojusznikiem, a w przypadku Rosji mamy nadal do czynienia z tym, że nie zaakceptowała ona statusu Polski "jako kraju rzeczywiście niepodległego i mającego prawo do prowadzenia swojej własnej polityki, także na terenach b. ZSRR".