http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif
CYTAT DNIAJego wielką zaletą jest to, że nikogo nie drażni''Le Figaro'' o nowym prezydencie UE

Gazeta.pl > Wiadomości >  Archiwum

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Wiadomości - Gazeta.pl

Zamieszki we Francji: czysta destrukcja

Marek Rapacki
2005-11-07, ostatnia aktualizacja 2005-11-07 00:00

Felieton Marka Rapackiego

W pierwszych dniach zamieszek we Francji powtarzano jeszcze, że błędem była rezygnacja przed kilku laty z tzw. policji bliskiego otoczenia. Jej funkcjonariusze byli stale obecni w imigranckich blokowiskach, codziennie spotykali się z mieszkańcami i próbowali pozyskać ich zaufanie. Od lat policja przychodzi tam z zewnątrz, jest obca, nienawidzona, a gorące osiedla stają się tym bardziej enklawami na ziemi francuskiej rządzonymi przez nabuzowanych nastolatków. Trzeba więc sąsiedzką policję przywrócić - mówiono.

Teraz już widać, że takie sposoby byłyby tylko plasterkiem na zgangrenowaną ranę.

Powstanie kolorowej młodzieży, często także dzieciaków, rozszerza się irracjonalnie, bez żadnego pozytywnego celu, na zasadzie czystej negacji i destrukcji. Nie wiadomo, jak można by jego uczestnikom zadośćuczynić, bo oczywiście nie ma mowy np. o przejmowaniu przez nich władzy, co bywa naturalnym celem podobnych ruchawek.

Nie ma jak dać im pracy, na której im podobno zależy - przy czym trudno się zorientować, jakiej części uczestników demonstracji naprawdę na niej zależy. Nie da się też zadekretować, że będą we Francji postrzegani (zwłaszcza po tych zamieszkach) tak samo jak wszyscy inni Francuzi.

Kolejne rządy francuskie, z prawa i z lewa, niezależnie od zawinionych przez nie i niezawinionych błędów robiły bardzo wiele, żeby zapobiec dyskryminacji afrykańskich imigrantów. Czy mogą teraz zrobić coś jeszcze?

Na krótką metę nie ma skutecznego rozwiązania poza siłowym, na dłuższą - gdy zamieszki wreszcie wygasną, bo chyba w końcu wygasną - będzie bardzo trudno. Istota problemu tkwi w wykorzenieniu młodocianych "powstańców". W większości mają już francuskie obywatelstwo, podlegają wpływom nowoczesnej kultury masowej i doznają wszelkich pokus, jakie stwarza cywilizacja opierająca swoje wartości na łapczywej konsumpcji.

Nie identyfikują się oni ze swoimi domami rodzinnymi, z kulturą swoich muzułmańskich w większości ojców i dziadków. Ale z drugiej strony wyrośli w tej kulturze i to im utrudnia integrację, dystansuje od niektórych norm i praktyk otaczającego społeczeństwa, powoduje nieufność wobec sporej części tego, czego się ich uczy w szkołach. Zasadniczą rolę grają, rzecz jasna, warunki materialne, w jakich żyją. Silna frustracja rodzi silną agresję.

Oczywiście problem jest nie tylko francuski. Mamy do czynienia z nie pierwszym i nie ostatnim, ale zaskakująco silnym uderzeniem w miękkie podbrzusze cywilizacji zachodniej, która dorobiła się nie tylko zamożności, ale i kosztownego humanitaryzmu i okazuje się bezradna wobec skutków swojej atrakcyjności dla ludzi innych kultur i zaniedbanych rejonów świata.

Na tle zamieszek toczy się francuska gra polityczna. Wielu marzy o nich jako okazji do pozbycia się faworyzowanego dotąd w sondażach ministra Sarkozy'ego. Opozycyjna lewica nie przepuszcza sposobności do atakowania rządzącej centroprawicy. Trudno jednak sobie wyobrazić, by jakiekolwiek rządy francuskie miały łatwe i szybkie recepty na zaradzenie temu, co się dzieje.

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Najświeższe wiadomości w Twojej komórce
  • Poleć znajomemu
  • Wykop
  • Wydrukuj
  • Kup licencję