Po upadku komunizmu kraj, który przez dekady był eksporterem proletariackiej ideologii, pogrążył się w ideowej pustce, którą do dziś bezskutecznie usiłują zapełnić kremlowscy urzędnicy. Jedni marzą o zastąpieniu mumii Lenina relikwiami bohaterów walki z polskim najazdem z początku XVII, a inni - w tym Władimir Putin - bronią obecności leninowskich szczątków w sławetnym mauzoleum. Kreml z pompą chowa kości carskich generałów, lecz jednocześnie opłakuje rozpad Związku Radzieckiego. Moskwa szykuje się do jubileuszu dynastii Romanowów, choć 9 maja przystraja swe ulice czerwonymi flagami z sierpem i młotem, a nawet z wizerunkami Józefa Stalina.
Brak konsekwencji dotyczy też "święta listopadowego", czyli Dnia Jedności Narodowej świętowanego dzisiaj po raz pierwszy w Rosji dla upamiętnienia wygnania Polaków z Moskwy w 1612 roku. Duma likwiduje święto 7 listopada (Dzień Zgody i Pojednania, czyli nazewniczą przeróbkę Dnia Rewolucji Październikowej), lecz jednocześnie Jurij Łużkow, prominentny mer Moskwy, zarządza na ten sam dzień paradę upamiętniającą obronę Moskwy przed hitlerowcami. Władze Nowgorodu hucznie obchodzą rocznicę antypolskiego zrywu, ale hierarchowie tamtejszej Cerkwi ostrzegają, że święto "nie może być antypolskie".
Czy może być w tym jakakolwiek metoda? Czy - jak twierdzą niektórzy komentatorzy - to przemyślana operacja sklejania radzieckich i carskich tradycji?
O ideologiczne sprzeczności oraz nową, poradziecką tożsamość Rosji spytałem kilkanaścioro młodych i często proputinowskich moskwian, poznanych - aby było różnorodnie - w bibliotece, barze, urzędzie, taksówce i na internetowym czacie. Część niedawno skończyła studia, niektórzy czytają gazety, wszyscy codziennie oglądają telewizję - co znaczy, że są odbiorcami putinowskiej propagandy.
- Lenin na placu Czerwonym i dzień wolny w święto Matki Boskiej Kazańskiej. Żal po ZSRR i nadawanie carskich odznaczeń. To jakaś niezrozumiała mieszanka - dość zgodnie odpowiadali moi rozmówcy.
Czy państwowa propaganda poniosła więc zupełne fiasko?
- Zależy, gdzie szuka się jej efektów. Wielkość Rosji, jej misja, powołanie do bycia mocarstwem wbrew światowym przeciwnikom - to dawne i odżywające mity, które coraz częściej są prezentowane przez postkomunistów, liberałów czy nacjonalistów. Po upadku idei społeczeństwa obywatelskiego w latach 90. coś znów zaczyna jednoczyć wielu Rosjan. Może z tych chaotycznych propagandowych akcji Kremla wyłania się jednak coś "noworosyjskiego"? - zastanawia się antropolog kultury Jelena Korowowa.
Jelena Korowowa ma rację. Podczas rozmów o pracy, filmach, rodzinie można w Rosji zapomnieć, że jest się za granicą. Podobieństwa kończą się nagle, gdy pytani przeze mnie 20-, 30-latkowie zaczynają mówić, jak widzą cele i miejsce Rosji we współczesnym świecie. Wolni od nostalgii za komunizmem, nierzadko tęsknią - nie zawsze świadomie - za imperialnymi mitami, które ożywiały wyobraźnię ich prapradziadków.
Mit pierwszy - powołanie do wielkości"Rosja jeszcze nie w pełni rozwinęła swój supermocarstwowy potencjał" (Władimir Putin), "Bez mocarstwowej Rosji nie można mówić o globalnej normalności" (mityng opozycyjnego i demokratycznego Jabłoka), "Mamy geopolityczne powołanie do bycia euroazjatyckim imperium" (mityng rosyjskich narodowców). Te egzotyczne dla cudzoziemca myśli nie dziwią większości moich młodych rosyjskich rozmówców. - Przecież jesteśmy największym krajem na globie. Potrafiliśmy zagospodarować polarną Północ, czego nie dokonałby chyba żaden inny naród. Dzięki temu to w naszych rękach są bogactwa naturalne, od których zależy pomyślność całej Europy. To zatem zrozumiałe, że powinniśmy mieć duży wpływ na politykę kontynentu - argumentuje ponad połowa moich rozmówców.
Przeciwnikiem godnym wielkiej Rosji dla kilku moich rozmówców są wyłącznie światowe mocarstwa (głównie USA), a nie np. środkowoeuropejska drobnica. - Nie jestem antypolski, lecz każdy musi znać swe miejsce w szeregu. Spójrz na mapę, a zrozumiesz, o co chodzi. W geograficznych realiach polskie protesty przeciw Moskwie nie brzmią przecież poważnie - mówi 25-letni Jurij, początkujący architekt.
Mit drugi - misja historyczna"Walcząc w Czeczenii, Rosja broni całej Europy" (Władimir Putin), "Słabość Rosji jest przeszkodą dla światowego porządku. Bez nas nie ma stabilizacji" (mityng Jabłoka), "Historia wymaga trudnych decyzji. Trzeba poświęcać jednostki dla dobra ogółu" (mityng narodowców).
Polskie protesty przeciwko świętowaniu Dnia Zwycięstwa (9 maja) bez przeprosin za stalinizm narzucony Europie Środkowej rozumieją wyłącznie moskiewscy polonofile i niezbyt liczna część demokratów. - Stalin wygrał wojnę i miał prawo realizować swe cele geostrategiczne. Nie można do jego oceny stosować dzisiejszych kryteriów - przekonuje mnie Konstantin, 26-letni pracownik księgarni. Młodzi rozmówcy słabo też rozumieją potrzebę wewnątrzrosyjskiego rozliczenia się z przeszłością.
W Rosji dość rzadko wspomina się więźniów komunistycznych łagrów i ofiary politycznych czystek. Nie zadaje się też głośno pytań, czy sposób w jaki Stalin prowadził wojnę nie pociągnął niepotrzebnie zbyt wielu ofiar. - Rosjanie muszą mieć trudną historię. Przywykliśmy do bólu. Ale to do czegoś prowadzi. Ale to dzięki nam w 1945 r. na całym kontynencie zapanował pokój. To dzięki naszej pomocy Europa Środkowa odbudowała się po wojennych zniszczeniach. Ponadto nasz upór i ofiary przyniosły kulturę całej Syberii. To my ofiarowaliśmy Syberię cywilizowanemu światu - tłumaczy 28-letnia Jelena, absolwentka ekonomii.
Mit trzeci - słowiańska odrębnośćPrzekonanie, że rosyjska demokracja powinna się różnić od zachodniej, nie jest tylko pustym hasłem putinowskiej propagandy. W kraju manipulowanej przez władze "półdemokracji" aż 67 proc. Rosjan popiera politykę prezydenta Władimira Putina (w badaniach niezależnych ośrodków socjologicznych). Za to m.in., że - zdaniem wielu - położył kres demokratycznemu chaosowi epoki Borysa Jelcyna. - Może i chciałbym mieć tu ustrój taki jak w Niemczech czy Francji, ale Rosja się do tego nie nadaje. Temu krajowi potrzebny jest bardzo silny przywódca - precyzuje swój pogląd 30-letni Wadim, inżynier, który sprowadził się do Moskwy z Archangielska.
Odrębność Rosji wielu Rosjan tłumaczy jej słowiańskością, o której mówi się tu zaskakująco często i wiele. "Polska i Rosja - spór braci Słowian" - relacjonowały przed kilkunastu tygodniami opiniotwórcze "Izwiestia". - Pan z Polski? O, to też Słowianin! - skwitowała znajoma kioskarka. Podczas dyskusji o polskim udziale w NATO i Unii Europejskiej aż czworo moich rozmówców zacytowało najwyraźniej zasłyszany gdzieś w mediach slogan o "Słowianach Polakach, którym cudem udało się wyrwać na Zachód". - Pomimo wspólnej historii poszliście inną drogą niż Rosja. Mój dziadek nazywa to zdradą, ojciec mówi, że się sprzedaliście, a ja wam tego "braku odrębności" wobec Zachodu zazdroszczę - przyznaje Wadim.
Mit czwarty - wymóg ciągłej konfrontacji„Rosjanie byli zmuszeni prowadzić wiele wojen, ale zawsze zwyciężali” (Władimir Putin), „Zachód, co nawet rozumiem, nie chce naszej wielkości. Wciąż musimy z nim rywalizować” (29-letni taksówkarz Andriej), „Czy grozi nam teraz wojna z Norwegią?” (państwowa telewizja).
W oczach rosyjskich mediów Rosja wciąż toczy międzynarodowe konflikty. W czasie niedawnego rosyjsko-norweskiego sporu o aresztowany statek rybacki szef MON w oficjalnym komunikacie pocieszał, że Rosja nie przechodzi do działań zbrojnych (połowa moich rozmówców nie dostrzegła w tym niczego groteskowego). Nawet drobne i zupełnie pomijane przez zachodnie media spory w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (stałe członkostwo Rosji w Radzie to relikt jej mocarstwowości) są relacjonowane jako bój o losy świata, w którym Moskwa nie może ustąpić pola.
- Pomarańczowa rewolucja? Bądźmy szczerzy, Polacy byli tam poplecznikami Waszyngtonu. Demokratyzacja Białorusi? Może i potrzebna, ale to głównie bitwa o strefy wpływów. Niestety, jesteście w niej po przeciwnej stronie - przekonuje większość moich młodych rozmówców.
Polski wróg - mit piąty?Odżywające u licznych Rosjan poglądy na miejsce ich kraju w świecie przypominają zarówno dawne teorie "Trzeciego Rzymu", obrony prawosławia przed łacinnikami, jak i walkę z burżuazyjnym Zachodem "w obronie ojczyzny postępu". Czy wrogość Polski stanie się kolejnym odrodzonym przez propagandę rosyjskim mitem o "katolickich Lachach czyhających na pomyślność Rosji"?
Dzisiejsze święto, które upamiętnia m.in. przegnanie Polaków z Kremla w XVII w., powstało - jak to we współczesnej Rosji - trochę przypadkiem. Dla większości rosyjskich deputowanych głównym kryterium w ustanawianiu nowego święta było utrzymanie dnia wolnego od pracy w okresie zbliżonym do 7 listopada (likwidowanego Dnia Zgody i Pojednania). Na Kremlu i w Dumie przeważyły wpływy Cerkwi dążącej do tego, by nowe święto przypadało w uroczystość Matki Boskiej Kazańskiej, czyli 4 listopada.
Kult ikony kazańskiej jest związany m.in. z odparciem polskiego najazdu w XVII w., i dlatego antypolskie sentymenty były dodatkowym bodźcem do wybrania tej daty. O doniosłości przegnania Polaków z Kremla na razie nie można jednak przeczytać ani w podręcznikach szkolnych, ani w najpopularniejszych książkach historycznych. Kontekst historyczny rozumieją nieliczni: ci, którzy znają klasyków rosyjskiej historiografii rozpisujących się o "bezczelności i przewrotności Lachów", o polskim narodzie osłabionym samowolą i chciwością panów (Mikołaj Karamzin), których cudzoziemskie pochodzenie pchnęło Polskę na służbę niesłowiańskich mocarstw (Michaił Pogodin). Ci, którzy znają słowianofilów, dla których prawosławie jest jedyną właściwą drogą rozwoju Słowian (Jurij Samarin), a "nienaturalny" katolicyzm i westernizacja Polaków są głównymi powodami ich konfliktów z Rosją (Iwan Asakow).
Te interpretacje na razie pociągają tylko oczytanych - polskich i rosyjskich - politologów. Jeśli nowe święto byłoby częścią planowej akcji propagandowej, dowodziłoby porażającej nieudolności moskiewskich speców. To może się zmienić. Bo choć pamięć o (dodajmy, że słusznym) rosyjskim oporze oraz kult Matki Boskiej Kazańskiej nie muszą pociągać wrogości wobec współczesnych Polaków (trudno kult jasnogórski nazywać antyszwedzkim), to w putinowskiej Rosji wiele jest możliwe. Dziesiątki opłacanych przez państwo socjotechników codziennie udziela się tu w państwowych mediach, a wolna prasa jest czytana przez dość nielicznych. W razie politycznej potrzeby "polski wróg" może bez trudu wskoczyć na pierwsze miejsca w telewizyjnych dziennikach, a dzisiejsze święto będzie dla "podłego Lacha" świetną odskocznią.
ŹRÓDŁO: |  |
Źródło: Gazeta Wyborcza