Oświadczenie prezydenta Rosji Władimira Putina w sprawie paktu Ribbentrop-Mołotow zabrzmiało więcej niż dziwnie. Można je odebrać jako próbę pomniejszenia znaczenia tego paktu, a zarazem jego usprawiedliwienie przez najwyższego urzędnika państwowego. Oczywiście możemy przyjąć do wiadomości rosyjskie dążenia do obrony zachodnich granic przed agresją Niemiec, jednak w tym miejscu należałoby bardzo wyraźnie stwierdzić, że celów, nawet tych najbardziej wspaniałych, nie można osiągać za wszelką cenę.
A nawet więcej. Jeżeli mówimy o wojnie prewencyjnej, to taka argumentacja bardzo przypomina mi propagandę wojenną Goebbelsa, który często powtarzał, że Niemcy napadły na Polskę, a później i na ZSRR właśnie w obronie przed ewentualną agresją ze strony Sowietów.
Mówiąc o II wojnie światowej i piętnując jej sprawcę - Niemcy, nie należy zapominać o roli ZSRR w pierwszych latach wojny. Jakkolwiek by było, ZSRR był państwem, które w bardzo zdecydowany sposób włączyło się do wojny światowej i nie po stronie koalicji antyhitlerowskiej, ale właśnie po stronie Niemiec. Mam na myśli nie okupację krajów Bałtyckich, ale przede wszystkim zagrabienie wschodnich ziem Polski. Wykonując ten krok, ZSRR wprost dopomógł Niemcom wykończyć Polskę jako państwo.
Próby porównania paktu Ribbentrop-Mołotow z umową z Monachium ocierają się wręcz o zbrodnię. Oceniając te dwie historyczne umowy, należy mówić nie tylko o konsekwencjach, ale i o celach, które im przyświecały. Jeśli umowa monachijska czyniła maksymalne ustępstwa na rzecz Niemiec, to dlatego, że myślano, że powstrzyma to agresora przed rozpoczęciem wojny światowej. A pakt sowiecko-niemiecki otwarcie mówił o agresji wobec europejskich krajów trzecich i podziale Europy Środkowo-Wschodniej.
Co można byłoby doradzić prezydentowi Putinowi? Przede wszystkim, aby wziął przykład z Niemiec. A może nawet i z Litwy? Niemcy jasno i wyraźnie przeprosiły za II wojnę światową - przede wszystkim Polskę. Dobry jest także przykład byłego prezydenta Algirdasa Brazauskasa, który w Knesecie przeprosił za uczestnictwo Litwinów w Zagładzie. Oba te kroki były chwalebne, obmyślane i bardzo ważne. Jeśli Rosja zachowałaby się tak, jak kiedyś zachował się niemiecki kanclerz i szef naszego państwa, to myślę, że nikt nie zastanawiałby się teraz, czy jechać do Moskwy na obchody 9 maja, czy nie.
Trzeźwe spojrzenie na zbrodnie stalinowskie, na pakt Ribbentrop-Mołotow potrzebne jest nie tyle nam, co społeczeństwu rosyjskiemu, w którym wciąż bardzo częste są pozytywne opinie o Stalinie. Społeczeństwo, któremu nie udało się pokonać przeszłości, zawsze pozostaje na boku historii. Prezydentowi Putinowi można byłoby życzyć, aby wykonał decydujący krok, pokonując przeszłość stalinowską.
*Autor jest dyrektorem Instytutu Historii Litwy. Powyższy tekst ukazał się w piątek w dzienniku "Lietuvos żinios"