Gwiazda Hollywoodu, która użyczyła nazwiska chińskiej olimpiadzie, wycofuje się sześć miesięcy przed igrzyskami. "To była trudna decyzja - napisał Spielberg w liście do organizatorów. - Podjąłem ją po starannym przemyśleniu".
Powodem jest Darfur, gdzie odbywa się pierwsze ludobójstwo XXI wieku. Winą reżyser obciąża Sudan, ale uważa, że Chiny robią stanowczo za mało. Mogłyby zapobiec ludobójstwu, bo kupują ropę i sprzedają broń, od której giną ludzie. "Zamierzam zrobić, co tylko mogę, by położyć kres zbrodniom przeciwko ludzkości w Darfurze" - pisze reżyser.
- Jestem zachwycona - powiedziała aktorka Mia Farrow, która ogłosiła bojkot "olimpiady ludobójstwa".
Spielberg miał przygotować ceremonię otwarcia i zamknięcia igrzysk. Dwa lata temu przyjął zaproszenie chińskiego reżysera Zhanga Yimou, który za nie odpowiada i ma do dyspozycji nieprzebrane środki techniczne i finansowe, by przygotować najlepsze widowisko świata. Spielberg pisze, że żal mu zrywać dobrą współpracę z przyjacielem, ale jego decyzja jest ostateczna.
Do tej pory groźba bojkotu była niewielka, a z rządami i komitetami olimpijskimi Chinom idzie gładko. Przywódcy zachodni, również George Bush, przyjęli zaproszenie, a brytyjski komitet olimpijski już podsuwał sportowcom deklaracje, że w Pekinie nie będą się wypowiadać w żadnej drażliwej kwestii.
Czy gest Spielberga potrząśnie sumieniami? Na Zachodzie zdania są podzielone. W Chiny są zainwestowane zbyt duże pieniądze i interesy. - Chiny dotknęłoby wycofanie się sponsora igrzysk, np. Coca-Coli czy Visy - mówi nam znawca Chin Willy Lam z Hongkongu.
Chiński organizatorzy na razie milczą, ale nieoficjalnie wiadomo, że są zagniewani. Bojkot igrzysk, do tej pory anemiczny, pod nazwiskiem Spielberga może nabrać wiatru w żagle.
Zaangażowanie twórcy "Listy Schindlera" w pekińską olimpiadę przyjęto na świecie z zażenowaniem. Jego rezygnacja budzi aprobatę. Obrońców praw człowieka dziwi jednak, że reżyser wypomina Chinom tylko Darfur, a nie wspomina o łamaniu praw człowieka czy o Tybecie.
Darfur jest od lat widownią największej tragedii humanitarnej XXI wieku. Armia sudańska i dżandżawidzi, arabska milicja, dokonują tam czystek etnicznych: mordują, palą wioski i gwałcą. Zginęło już co najmniej 200 tys. osób, 2 mln żyje w obozach dla uchodźców.
Spielberg o tym wiedział, gdy przyjął propozycję z Pekinu. Jak pisze w liście, z rezygnacją czekał na to, aż Chiny zrobią coś w sprawie Darfuru.
Obudziła go Mia Farrow, która prowadzi kampanię na rzecz Darfuru. W listach do reżysera opisywała, co się tam dzieje. Przed igrzyskami stanęła na czele kampanii w sprawie roli Chin w afrykańskim dramacie.
W "Wall Street Journal" napisała, że Spielbergowi grozi kompromitacja, że może się stać "Leni Riefenstahl Pekinu 2008" - chodzi o niemiecką reżyserkę, która do końca życia w 2003 r. przepraszała za "Olimpię", filmowy pean na cześć hitlerowskich igrzysk w 1936 r. Dla Spielberga, który poczuwa się do żydowskich korzeni, musiało to być bolesne.
W lipcu jego rzecznik poinformował chińskich organizatorów, że Spielberg jest "rozdarty". Jednak wciąż czekał. Może dlatego, że latem Chiny poparły rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ o wysłaniu sił pokojowych do Darfuru. Ale Sudan wpuścił tylko żołnierzy z wybranych krajów - teraz w Darfurze są żołnierze i inżynierowie z Chin i żołnierze z krajów afrykańskich. Masakra trwa i rozlewa się na Czad, dokąd uciekają tysiące uchodźców.
- Gest Spielberga ułatwi nam mobilizowanie do nacisku na Chiny znanych postaci nauki, sztuki i literatury - mówi "Gazecie" Vincent Bossel z Reporterów bez Granic, którzy wzywają Pekin do uwolnienia więzionych dziennikarzy chińskich. - Uwaga świata jest już skupiona na Pekinie, a zarazem pozostaje nam sporo czasu, by działać - dodaje Bossel.
Na efekt gestu Spielberga liczą też obrońcy Tybetu, do których dzwoniliśmy.
Źródło: Gazeta Wyborcza