Czytaj komentarz "Francuska frekwencja ma wymiar historyczny"W niedzielnym głosowaniu uczestniczyło bowiem - według szacunków - między 83,6 proc. a 84,5 proc. Francuzów, co znacząco wyróżnia się na tle ostatnich wyborów prezydenckich z 2002 roku, kiedy to do urn udało się 71,6 proc. obywateli V Republiki.
W 1965 roku do pierwszej tury wyborów prezydenckich ruszyło 84,75 proc. Francuzów, a w 1974 - 84,23 proc. Natomiast w drugiej turze w 1974 r. uczestniczyło aż 87,33 proc. uprawnionych do głosowania.
Liczba ta jest o ponad 15 procent wyższa od tej odnotowanej o tej samej godzinie podczas poprzednich wyborów prezydenckich w roku 2002. Nawet gdy porównuje się te dane z frekwencją podczas rekordowych wyborów z roku 1981, liczba wyborców jest wyższa o 8 procent.
Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia o wielkim zaangażowaniu, z jakim Francuzi przystąpili tym razem do głosowania. Tegoroczne wybory prezydenckie są przez wielu obywateli Francji odczuwane jako historyczny przełom, związany między innymi z dojściem do władzy nowego pokolenia polityków.
Jednym z najwcześniej głosujących kandydatów był Nicolas Sarkozy. Głosował w podparyskim mieście Neuilly-sur-Seine, którego był przez kilka lat merem. Ségolene Royal wrzuciła swój głos do urny w departamencie Les Deux-Sevres, w którym została wcześniej wybrana na deputowaną. François Bayrou przyszedł do lokalu wyborczego w swoich rodzinnych stronach, w położonym u stóp Pirenejów mieście Pau. Jean-Marie Le Pen głosował w Saint-Cloud pod Paryżem, gdzie znajduje się jego posiadłość oraz siedziba jego partii, Frontu Narodowego.
Zainteresowanie wyborami jest znacznie wyższe niż przed 5 laty. Na listy wyborców zapisała się w tym roku rekordowa liczba głosujących - 44 i pół miliona. To o ponad 3 miliony więcej niż podczas ostatnich wyborów prezydenckich w roku 2002. We francuskich terytoriach zamorskich również zanotowano znaczny wzrost liczby głosujących.