Do zdarzenia doszło czwartego listopada około godz. 13.00 przed Szkołą Podstawową nr 205 w Łodzi. Bankowiec Sebastian Walczak przyjechał ze swoja znajomą, Agnieszką Mikulską samochodem po dzieci. Miał kamerę i na prośbę koleżanki filmował jej pociechy. W pewnym momencie podeszli do niego dwaj funkcjonariusze, zażądali dokumentów i kazali pójść z nimi do radiowozu. Mężczyzna nie chciał wsiąść do pojazdu. Wtedy został popchnięty na radiowóz i powalony na ziemię.
Jego przyjaciółka ruszyła mu na pomoc. Ona również została obezwładniona i powalona na ziemię. Kiedy na miejsce interwencji przybiegli robotnicy z pobliskiej budowy, jeden z funkcjonariuszy przeładował broń i wycelował nią w ludzi.
Skuty w kajdanki Sebastian Walczak został przewieziony na komisariat. Policjanci zabrali mu kamerę i skasowali cały zapis. Bankowcowi przedstawiono zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariuszy. Jak informuje Express Ilustrowany, mężczyzna złożył skargę w Biurze Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji.
"Odpychał policjantów i nie reagował na polecenia" "Komendant Miejski Policji w Łodzi jeszcze przed publikacją w prasie polecił wszcząć czynności wyjaśniające w tej sprawie. Na tym etapie jest zbyt wcześnie, aby informować o wynikach kontroli. Jeżeli okaże się, że interwencję przeprowadzono nieprawidłowo wobec winnych zostaną wyciągnięte konsekwencje służbowe." - zaznaczyła w komunikacie przesłanym serwisowi Policyjni.pl podinsp. Joanna Kącka z Zespołu Prasowego KWP w Łodzi.
Rzeczniczka poinformowała również, że interwencja została podjęta na prośbę byłego męża Agnieszki Mikulskiej. Mężczyzna powiadomił policję o tym, że do szkoły przyszedł konkubent jego byłej żony, Sebastian Walczak, i zaczepiał go, utrudniając kontakt z dziećmi. Zgłaszający schronił się w budynku i obawiał się z niego wyjść.
"Mężczyzna odpychał funkcjonariuszy, usiłował oddalić się od radiowozu, nie reagował na polecenia mundurowych. Użyto wobec niego jako osoby podejrzewanej o groźby karalne i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy, środków przymusu bezpośredniego" - pisze w komunikacie Kącka. Dodaje również, że podczas interwencji funkcjonariusz wyjął broń z kabury i kierując ją w górę wezwał do natychmiastowego zatrzymania się mężczyznę, który ruszył gwałtownie w jego kierunku. Po tym jak mężczyzna wycofał się, mundurowy schował broń.
"Nie zgłaszał żadnych uwag dotyczących interwencji" Jak wynika z komunikatu, Sebastian Walczak po zatrzymaniu nie zgłaszał pretensji co do sposobu przeprowadzenia interwencji - " Do protokołu zatrzymania nie zgłaszał żadnych uwag dotyczących sposobu przeprowadzenia tej czynności ani tez jakichkolwiek zastrzeżeń związanych z interwencją. Nie podnosił także kwestii nagrania kamerą.". Na końcu komunikatu czytamy, że "policji bardzo zależy na dogłębnym wyjaśnieniu tej sprawy i w tym zakresie Komenda Miejska Policji w Łodzi współpracuje z Biurem Spraw Wewnętrznych KGP."
W związku z przedstawionymi zarzutami Sebastianowi Walczakowi grozi do trzech lat więzienia.
W serwisie policyjni.pl także: Tragiczny wypadek: uno zderzyło się z ciężarówką. Jedna osoba nie żyje [ZDJĘCIA]