"To My Kibice" - majowy, już 80. numer miesięcznika. Cena: 7,5 zł. Na okładce trybuna podczas meczu piłkarskiego. Do połowy wypełniona mężczyznami w kapturach. W centralnym punkcie dym z racy, na murawie rozrzucone drewniane trzonki. Obok grupa policjantów w bojowym szyku.
Policja: Inspekcja antykulinarna
W "TMK" nie ma informacji o wynikach meczów, ale o umówionych pojedynkach chuliganów. Nazywają to "grillowaniem" - by uniknąć zarzutów, że pismo promuje brutalność.
Dział "To i nowo, na bojowo" z majowego wydania. Artykuł "Grillowa sobota": "Doskonała okazja, by po zimie spotkać się, pogadać, czy też pogrillować. W czterech miejscach kraju odbyły się ciekawe biesiady. Największa i najciekawsza na Górnym Śląsku, gdzie biesiadnicy z Chorzowa próbowali przekonać biesiadników z Poznania o wyższości kuchni śląskiej nad wielkopolską. Ostatecznie kuchnia wielkopolska okazała się smaczniejsza. Ogólnie ta biesiada była jedną z najliczniejszych w historii, gdyż wzięło w niej udział ok. pół tysiąca smakoszy". "Warto też wspomnieć o odbytym po sąsiedzku czwartym grillu. Takim wewnątrzlubelskim. Do wspólnej zabawy przez smakoszy z Chełmna zostali zaproszeni smakosze z Puław. Więcej kiełbasek spożyli chełmianie, a smakosze z Puław zostali zatrzymani przez inspekcję antykulinarną".
Kilkadziesiąt stron periodyku to same opisy bijatyk z policją i ustawek. Relacje ozdabiane są zdjęciami. Zawsze takimi samymi: dym, tłum młodych ludzi w kapturach, z klubowymi szalikami na twarzach.
Numer 73. W tekście od redakcji plany na czerwcowe mistrzostwa Europy: "Austria i Szwajcaria daleko nie leżą. Można więc liczyć na kolejną biało-czerwoną inwazję. Oby tylko wiadome służby nie popsuły klimatu imprezy aż tak bardzo, jak te niemieckie na Mundialu". Mistrzostwa z 2006 r. były uznane za bardzo spokojne - głównie dzięki świetnemu zabezpieczeniu.
Nakład "TMK" to ponad 6 tys. egzemplarzy. Miesięcznik można kupić w całym kraju. Sprzedają go salony prasowe. Np. w toruńskim empiku magazyn leży przy kasie. W ofercie nie tylko aktualny numer, ale również z poprzednich miesięcy. Idą tak dobrze, że nie warto ich zwracać wydawcy.
- Mamy sporo egzemplarzy. Schodzą zwykle w komplecie. Kto kupuje? Młodzież, raczej nie wyglądają na pełnoletnich. Ale nas to nie interesuje i nie monitorujemy, co jest w gazetach - mówi kasjerka.
Według policji i socjologów w ustawkach udział bierze regularnie kilka tysięcy osób. W największych bójkach walczy po kilkaset.
Zasłaniają się konstytucją
Prokurator z Torunia: - Nie można im niczego zarzucić. W tekstach nie ma elementów rasistowskich i faszystowskich. Także swoją konstrukcją artykuły nie nawołują do łamania prawa. A tylko w tym wypadku można by zamknąć magazyn. Jak udowodnić, że informacyjny opis bijatyki z policją na stadionie jest czymś złym? Widać wielką dbałość o to, żeby wszystko było na pograniczu. Chociaż dobrze wiemy, że ma to służyć gloryfikowaniu takich zajść.
- Udowodnienie czegokolwiek wydawcy będzie trudne - potwierdza prof. prawa, karnista Marian Filar (poseł PD) - Choć argumentacje, że pokazują jedynie zdjęcia i informują o bijatykach jak inne media, są na poziomie Jasia, który tłumaczy, że nasikał w majtki, bo Władzio też to zrobił.
Wydawca miesięcznika to spółka TMK z Bełchatowa. W stopce redakcyjnej numer telefonu komórkowego. - Nie udzielam informacji. Robimy swoje, proszę nas nie niepokoić. Jak są pytania, to czekamy na e-maila - słyszę.
Na żadne z nich - np. o to, dlaczego periodyk drobiazgowo opisuje bójki chuliganów z policją - nie dostaję odpowiedzi.
Na pierwszej stronie magazynu jest jedynie informacja od redakcji: „ »TMK « nie ma celu promować przemocy ani chuligaństwa, a jedynie ma pełnić funkcję informacyjną. Swobodę w rozpowszechnianiu poglądów i informacji gwarantuje wszystkim Polakom Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej”.
Z majowego numeru
Relacja kibica Rakowa z Częstochowa z najlepszych wyjazdów na mecze:
"Wybraliśmy się na halowy turniej do Koniecpola. Najpierw spod kościoła, w którym odbywała się msza, podprowadzono kilka rowerów. Później wiara ruszyła w poszukiwaniu sklepu. Właścicielka, widząc z daleka tłumek, liczyła pewnie na niezły utarg, a tu - po otwarciu - od razu z półek i lodówki poznikało sporo towaru, a do kasy jakoś pieniędzy nie przybyło. To samo w drugim sklepie, tyle że tu koleś na dzień dobry dobrał się do kasy, która okazała się pusta".
Relacja redakcji z meczu Ruch Chorzów - Lech Poznań
"Ciekawszy pojedynek odbył się przed meczem. Do wspólnego "grillowania" zasiadły dwie dobrze ponad 200-osobowe armie. Ruchu niewiele więcej. Po ostrej walce lepsi okazali się Lechici, którzy mocno obili Ruch".
Źródło: Gazeta Wyborcza