Polska
http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif
CYTAT DNIA"Stabilizacja", "Syreny z Moskwy"? Prasa o wyborach na Ukrainie

Gazeta.pl > Wiadomości >  Polska >  Informacje

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Wiadomości - Gazeta.pl

Marszałek Kotlinowski 5 lat nie oddawał zaliczki

Jarosław Sidorowicz, Szymon Jadczak
2006-05-31, ostatnia aktualizacja 2006-05-31 00:00

Jako adwokat wziął 6 tys. zł zaliczki, nic nie zrobił i przez pięć lat nie oddawał pieniędzy

Marek Kotlinowski
Marek Kotlinowski
Maria W. mieszka w jednej z kamienic w centrum Krakowa. Połowa budynku należy do niej. O drugą połowę wystąpił mieszkający w Belgii mężczyzna podający się za spadkobiercę przedwojennych właścicieli. Pani Maria nie czuła się na siłach sama wyjaśniać z nim skomplikowanych kwestii własnościowych. W 2001 r. zwróciła się po pomoc do kancelarii Marka Kotlinowskiego, którego poleciła jej Barbara Marianowska, dziś posłanka PiS.

Kotlinowski prowadził praktykę adwokacką od czterech lat. - Uznałam, że pan Kotlinowski będzie najlepszy, bo żaden inny prawnik w Krakowie nie chciał podjąć się sprawy - wspomina Marianowska.

Kotlinowski osobiście odwiedził Marię W. Zgodził się pomóc. Parę dni później zjawił się z tekstem umowy. Zobowiązał się w niej do ustalenia tożsamości spadkobierców byłych właścicieli kamienicy i weryfikacji autentyczności przedstawionych przez nich dokumentów. Ze swych działań miał sporządzić sprawozdanie. Za usługę miał dostać 12 tys. zł w dwóch równych ratach.

Pani Maria dzień po podpisaniu umowy wpłaciła na konto kancelarii 6 tys. zł. Kilka dni później odebrała telefon od Kotlinowskiego, który potwierdził odbiór pieniędzy. - Ale ze śmiechem powiedział, że się pospieszyłam, bo właśnie został posłem i nie może zająć się moją sprawą. Zażądałam więc zwrotu pieniędzy - opowiada Maria W.

Świeżo upieczony poseł LPR zapewnił, że wkrótce osobiście pojawi się u niedoszłej klientki i odda pełną kwotę.

- Od tamtego czasu nie widziałam pana Kotlinowskiego - żali się krakowianka. Do posła wysłała kilka listów z prośbą o zwrot sześciu tysięcy. " Dla pana monitowana kwota jest oczywiście śmiesznie mała, ale dla mnie przedstawia pewną wartość, zwłaszcza że ze swojej emerytury pomagam ciężko choremu synowi. Mam nadzieję, że będzie pan uczciwy" - pisała do Kotlinowskiego.

Kilkakrotnie udało się jej osobiście do niego dodzwonić. - Tłumaczył, że nie chce posyłać pieniędzy przez pocztę, tylko przyniesie je osobiście . I nie przyniósł - twierdzi krakowianka.

Po pięciu latach czekania starsza pani straciła cierpliwość. Trzy tygodnie temu zawiadomiła policję o oszustwie popełnionym przez Marka Kotlinowskiego, obecnie wicemarszałka Sejmu.

25 maja prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa. Maria W. została w weekend przesłuchana.

- To przykra sprawa, bo poseł powinien świecić przykładem zwłaszcza dla swojego elektoratu. Z punktu widzenia moralnego to paskudne podejście do ludzi - denerwuje się posłanka Marianowska, która sama poleciła polityka LPR.

- Sprawa jest dość skomplikowana jeśli chodzi o jej zakres rzeczowy. Ja jestem zdziwiony państwa zainteresowaniem. Sprawa dotyczyła stanu bardzo skomplikowanego. Jestem ciekaw, czy interesujecie się tysiącem innych spraw, które są w różnych organach. Nie mam nic więcej do powiedzenia. A sprawa jest załatwiona i tyle - powiedział nam wczoraj Marek Kotlinowski.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że po tym jak sprawą zajęła się prokuratura i dziennikarze, Kotlinowski w poniedziałek porozumiał się z rodziną i prawdopodobnie uregulował zobowiązania. Oficjalnie jednak śledztwo w sprawie oszustwa trwa.

Więcej na temat zaliczki sprzed lat słuchaj w dzisiejszych "Faktach" RMF FM

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Najświeższe wiadomości w Twojej komórce
Nasze wiadomości