Polska
http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif
CYTAT DNIAGaz jest po to, żeby grzaćDonald Tusk podczas debaty nt. bilansu jego rządu

Gazeta.pl > Wiadomości >  Polska >  Informacje

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Wiadomości - Gazeta.pl

Nowe kadry PiS: Strażnik z PRL w IV RP

Roman Daszczyński, Krzysztof Wójcik, Gdańsk
2006-03-06, ostatnia aktualizacja 2006-03-05 00:00

Nowy szef więziennictwa i jego przeszłość. W stanie wojennym szef gdańskiego aresztu, gdzie doszło do krwawej pacyfikację buntu więźniów politycznych. W wolnej Polsce przyjaciel biskupów. Henryk Biegalski decyzją ministra sprawiedliwości został właśnie szefem Centralnego Zarządu Służby Więziennej



Lipiec 1982 r. Dzięki podsłuchom i więziennej agenturze SB dowiedziała się, że w gdańskim areszcie ma dojść do głodówki "politycznych". Postawiono na rozwiązanie siłowe. Naczelnik aresztu Henryk Biegalski wysłał do uspokajania więźniów trzystu funkcjonariuszy Służby Więziennej uzbrojonych w pałki i tarcze. Opornych wyciągali z cel, żądali, by jedli przygotowany posiłek. Odmowa oznaczała bezwzględne bicie.

- To była krwawa jatka - mówi funkcjonariusz, który uczestniczył w tamtej akcji. - Krew bryzgała na podłogi i ściany. Wszystko przez to, że znalazło się kilku nadgorliwych funkcjonariuszy i zabrakło kogoś mądrego, kto by ich powstrzymał. Rannych ściągano na dół do łaźni i po obmyciu trafiali do ambulatorium. W całym areszcie było słychać krzyki bitych.

Dziś Biegalski mówi nam, że było to uzasadnione przeciwdziałanie "zakłócenia porządku w zakładzie".

Sprawa była poważna nawet jak na stan wojenny - śledztwo wszczęła Prokuratura Marynarki Wojennej w Gdyni. W 1983 r. je umorzyła ze względu na rozbieżności w wyjaśnieniach funkcjonariuszy. Decyzję o umorzeniu podważyła jednak Naczelna Prokuratura Wojskowa - i śledztwo kontynuowano. Ostatecznie sprawa zakończyła się niczym, bo podejrzanych funkcjonariuszy objęto amnestią.

W 1986 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku w procesie cywilnym przyznał odszkodowanie jednemu z najciężej pobitych. Przy okazji stwierdzono m.in., że fałszowano więzienną dokumentację lekarską pobitych - na papierze ich obrażenia były dużo lżejsze niż w rzeczywistości.

- Nie czuję się odpowiedzialny za tamtą sytuację, nie uczestniczyłem w tym osobiście - mówi "Gazecie" płk Biegalski. - Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak się stało, to były trudne czasy, dziś łatwo oceniać .

Wszystko zrzuca na podwładnych. - Winę ponosili konkretni ludzie oddelegowani do wykonania zadania. To doświadczenie uświadomiło mi, jak ważny jest odpowiedni dobór kadr - mówi.

Naczelnik stawia na Kościół

Biegalskiego przyjęto do więziennictwa w 1969 r., po studiach prawniczych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. I od tego czasu do końca lat 80. był członkiem PZPR.

Od marca 1982 r. należał do Komisji Bezpieczeństwa i Ładu Publicznego KW PZPR w Gdańsku. Zasiadali w niej głównie przedstawiciele wojska, milicji, wymiaru sprawiedliwości. Cieszyli się całkowitym zaufaniem władz partyjnych. Doradzali m.in. w poprawie skuteczności zwalczania opozycji politycznej oraz "doskonaleniu polityki karnej i systemu wykonywania kar". Komisja istniała przez kilka pierwszych miesięcy stanu wojennego.

- Nie przypominam sobie, żebym należał do tego gremium - zapewnia nas pułkownik. - To był widocznie jakiś drobny epizod, na pewno nie uczestniczyłem w tym aktywnie.

W końcówce PRL Biegalski awansuje na zastępcę dyrektora okręgu gdańskiego służby więziennej.

Na początku lat 90. podjął bliską współpracę w Kościołem. W gdańskim areszcie powstała pierwsza kaplica w kraju. Gdańscy pracownicy więziennictwa wzięli udział w zorganizowanej przez ks. Henryka Jankowskiego mszy świętej, która była symbolicznym pojednaniem tej służby ze społeczeństwem.

Henryk Biegalski stał się częstym gościem imprez okolicznościowych na plebanii ks. Jankowskiego i u Lecha Wałęsy. Mieszkającego w Gdyni krewnego Wałęsów przyjął nawet do pracy w areszcie. - Wiele osób zwraca się do mnie o pomoc, również politycy - przyznaje. - Nie odmawiam, jeśli jest to w zgodzie z obowiązującymi przepisami. Tego chłopaka mogłem przyjąć, więc przyjąłem.

Na początku lat 90. Biegalski zorganizował na terenie aresztu w Gdańsku zjazd biskupów z okolicznych diecezji. - Gościliśmy biskupów diecezji elbląskiej, pelplińskiej, warmińsko-mazurskiej i oczywiście arcybiskupa gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego. Zapoznali się ze specyfiką i potrzebami naszej pracy - opowiada.

Abp Gocłowski od 15 lat przyjeżdża do gdańskiego aresztu na spotkanie opłatkowe. Biegalski jeździ do głowy gdańskiego Kościoła z życzeniami imieninowymi.

Wieloletni kapelan gdańskiego aresztu ks. Roman Zrój, uważa dziś, że przyczynił się do uwiarygodnienia i awansu człowieka, który na to nie zasługuje. - To karierowicz, który jest niezmiennie miły i dobry dla ludzi reprezentujących władzę - mówi ks. Zrój. - Ceni tych podwładnych, którzy są mu ulegli. Niepokornych niszczy fałszywymi oskarżeniami. Natomiast zwierzchnikom mówi to, co chcą usłyszeć.

- Mam wielu wrogów i niestety ksiądz Zrój do nich należy - komentuje Biegalski. - Musiał odejść z aresztu, bo utrzymywał kontakty z rodzinami skazanych, a to niedopuszczalne. Ja trzymam się przepisów i nie toleruję ich łamania, a to niektórych boli.

ŹRÓDŁO:


Profesjonalista z przeszłością ministra nie zraża

Rok 1989 był dla Biegalskiego szczególnie trudny. Świeżo upieczeni parlamentarzyści przy okazji wizyt w zakładach penitencjarnych mówili o planowanej amnestii. W końcu jednak amnestii nie było - przez więzienia przeszła fala buntów. Biegalski właśnie został p.o. szefa okręgu więziennictwa w Szczecinie. Nie znając podwładnych i specyfiki podległych mu placówek, musiał stawić czoło buntom w Nowogardzie i Goleniowie.

- W Goleniowie więźniowie podpalili pawilon dla trzystu osadzonych - mówi Biegalski. - Było bardzo groźnie, musieli uciekać na dach, ale udało się opanować sytuację i uniknąć ofiar. Przełożeni uznali, że się sprawdziłem.

Po pół roku wrócił do Gdańska na dyrektora okręgu pomorskiego. Stanowisko zajmował aż do teraz.

Jeden z jego najbliższych współpracowników Marek Szostek zrobił karierę w warszawskiej centrali i otrzymał stopień generała. Teraz będzie zastępcą Biegalskiego.

Być może to Szostek miał wpływ na to, że w lutym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zainteresował się kandydaturą Biegalskiego.

Były dwa spotkania z ministrem w Warszawie. Już w czasie pierwszej, sondażowej rozmowy Biegalski wyjawił, co myśli o braku miejsca w polskich więzieniach.

- Powiedziałem, że przy niewielkim nakładzie środków można wygospodarować w zakładach karnych kilka tysięcy nowych miejsc - opowiada.

- I jak zareagował minister?

- Z wyraźną aprobatą.

26 lutego Biegalski odebrał nominację na szefa Centralnego Zarządu Służby Więziennej, a dzień później pojawił się na konferencji prasowej u boku ministra. Ziobro ogłosił, że wkrótce w polskich więzieniach przybędzie osiem-dziewięć tysięcy miejsc.

- Minister Ziobro zna pańską przeszłość?

- Zapewne tak, widział przecież moją teczkę personalną - odpowiada Biegalski. - Widocznie mu to nie przeszkadza, w ogóle nie było tego tematu.



Dla Gazety

Paweł Moczydłowski

reformatora i szef służby więziennej w latach 90.

Biegalski był sprawnym administratorem zakładów karnych w okręgu gdańskim, ale nie poradzi sobie w skali kraju. Jest nieprawdopodobnie dyspozycyjny i zrobi wszystko, by zadowolić zwierzchników. Więcej miejsca w więzieniach można pozyskać tylko przez dobudowanie trzeciego piętra łóżek i wsunięcie sienników pod najniższe łóżko. Więzienia są już koszmarnie przepełnione i takie pomysły sprowokują bunt na skalę krajową. Aż trudno mi uwierzyć, że Ziobro świadomie daje się wsadzić na tego konia.

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Najświeższe wiadomości w Twojej komórce
  • Re: Pierwszy strażnik IV RP maureen2 06.03.06, 09:04

    następna przemyślana i trafna decyzja,jako szef daje gwarancję surowego kara-nia,nawet w więzieniu,zacierania śladów,fałszowania dokumentów i ukręcania spra-wy.Rewelacja, ciekawe kto go »

  • Re: Pierwszy strażnik IV RP sarhenziel 06.03.06, 10:54

    Ludzie co wy chcecie stłumił zapowiadany bunt i to skutecznie- stłumił i wy takiego poważnego fachowca chcecie uglebić. tacy teraz w naszym państwie są potrzebni,więzieniami ma kierować »

  • Re: Pierwszy strażnik IV RP mk72 06.03.06, 11:15

    Czy w Polsce nie da się znaleźć kompetentnego funkcjonariusza więziennictwa, który rozpocząłby pracę po 1989 r. ? Kilkunastoletnie doświadczenie też byłoby wystarczające, gdyby szło w parze »

Nasze wiadomości