Nowy szef MSWiA spotkał się wczoraj z posłami komisji administracji i spraw wewnętrznych, żeby przedstawić pomysły rządu na zmiany w ministerstwie i podległych mu służbach.
Nową propozycją jest stworzenie "państwowej rezerwy kadrowej". Jak tłumaczył Dorn, będzie to "pluralistyczna politycznie" grupa urzędników "od lewicy do prawicy", którzy po zdaniu egzaminu przed niezależną komisją mogliby być zatrudniani przez rząd.
Czy to pomysł na wciągnięcie w struktury władzy fachowców z partii, które poparły rząd Marcinkiewicza? - zapytaliśmy wicepremiera. Samoobrona tworzy właśnie listę ekspertów na obsadzane przez rząd stanowiska.
- Chodzi nie o ludzi, którzy znajdą się na stanowiskach, tylko o pewien zasób kadr. Jeśli sympatyk Samoobrony czy LPR zda egzamin, to wejdzie do zasobu ludzi, z którego będzie mógł czerpać każdy rząd. To nie pomysł na LPR czy Samoobronę, tylko na wyższe stanowiska, w których polityka łączy się z koniecznością kompetencji. Niech urzędnicy będą lojalni politycznie i kompetentni. Do tej pory nie zawsze szło to w parze - odpowiedział nam wicepremier.
Dorn zapewnił posłów, że liczba urzędników ministerstwa nie wzrośnie. Ale resort wymaga zmian, bo jest "luźną konfederacją departamentów". Powstanie m.in. nowy departament, który skoordynuje zakupy dla podległych ministerstwu służb (żeby np. policja i straż pożarna mogły sprawnie porozumiewać się w czasie akcji ratunkowej - teraz każda służba ma inny system łączności).
Zmiany dotkną też policję. W ramach "deesbekizacji" resortu Dorn planuje głównie pożegnanie z osobami, które mogą już przejść na emeryturę. - Ale nie zamierzam rozłożyć na łopatki policji, likwidując pion techniki operacyjnej - zapewnia minister. Planuje też zwiększenie liczby policjantów na ulicach z 8,5 tys. o kolejne 4 tys., "ucywilnienie" kadr administracji i logistyki w policji, zmianę systemu nagród (tak żeby dostawali je "ambitni, kreatywni i twórczy policjanci").
Rząd chce przyjrzeć się administracji samorządowej i rządowej. Przede wszystkim ich kompetencje mają się nie dublować. Ale przy okazji rząd chce zwiększenia kompetencji reprezentujących rząd wojewodów. - Wojewoda nie może być politycznym kastratem. Jego kompetencje powinny być szersze. Polska nie może być tylko zlepkiem regionów - przekonywał Dorn.
Dorn poinformował, że kandydatów na wojewodów podda ocenie powołanego przez siebie zespołu. Są w nim: dyrektor Krajowej Szkoły Administracji Publicznej prof. Maria Gintowt-Jankowicz, specjalista do spraw samorządu prof. Witold Kierżun, szefowa Transparency International Małgorzata Brennek i Robert Bartold z Urzędu Służby Cywilnej. Zespół oceni kompetencje kandydatów, ale Dorn zostawia ostateczną decyzję sobie. - Odpowiedzialność za błędy ponosić będę ja - zastrzega.
Wicepremier zapewnił, że nie będzie automatycznej likwidacji delegatur urzędów wojewódzkich i komend wojewódzkich: - Będą zmiany, ale nie będzie gilotyny. Przeprowadzimy audyty. Może się nawet zdarzyć, że kompetencje niektórych delegatur zostaną zwiększone, żeby obywatele mogli szybciej załatwiać swoje sprawy. Na początku 2006 r. zaproponujemy pierwsze zmiany w ustawach dotyczących administracji - zapowiada Dorn.
ŹRÓDŁO: |  |
Źródło: Gazeta Wyborcza