Jest to możliwe dzięki decyzji szefa MON Aleksandra Szczygły, który w poniedziałek wieczorem ogłosił, że wystąpił do premiera o awans na sekretarza stanu dla wiceministra Antoniego Macierewicza, szefa służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Szczygło ten awans "last minute" tak tłumaczy: - Mianowanie Macierewicza na sekretarza stanu ma uspokoić sytuację wokół tych służb i podnieść ich rangę.
- Jeżeliby komuś zależało, by Macierewicz był jak najdłużej szefem SKW, to nominacja na sekretarza stanu temu może służyć - tłumaczy prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista.
Macierewicz startował w wyborach z list PiS i został posłem. Konstytucja zabrania łączenia funkcji posła z pracą w administracji rządowej. Oznacza to, że w dniu zaprzysiężenia posłów 5 listopada wiceminister Macierewicz musiałby zrezygnować z funkcji szefa SKW albo posła.
- Jako sekretarz stanu nie musi wybierać. Może być szefem SKW tak długo, aż nowy premier nie przyjmie jego dymisji - mówi prof. Winczorek.
Prezydent pomoże?
Ale nowy premier może przyjąć tę dymisję dopiero po ukonstytuowaniu się gabinetu. A to też może potrwać. Powstanie nowego rządu może np. opóźnić prezydent. Jak? Np. maksymalnie wykorzystując 14 dni, jakie daje mu konstytucja na desygnowanie nowego premiera. - Zgodnie z prawem prezydent może to zrobić nawet w ostatniej minucie czternastego dnia od daty pierwszego posiedzenia Sejmu - mówi prof. Winczorek.
Ale jest i inna okoliczność pozwalająca wydłużyć trwanie Macierewicza na swoim stanowisku.
Szefów wojskowych służb specjalnych odwołuje premier na wniosek szefa MON, ale może to zrobić dopiero po zasięgnięciu opinii sejmowej komisji ds. służb specjalnych, kolegium ds. służb specjalnych, ale i prezydenta.
Podkreśla to min. Szczygło: - Gdyby przyszły szef MON chciał dokonać zmiany na tym stanowisku, to powinien to zrobić w porozumieniu z prezydentem jako zwierzchnikiem sił zbrojnych.
PO obawia się, że prezydent Lech Kaczyński może opóźniać wydanie tej opinii i w ten sposób blokować odwołanie Macierewicza.
- Nie wiem, dlaczego PiS chce, by Macierewicz był jak najdłużej szefem SKW - mówi "Gazecie" Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu i kandydat PO na to stanowisko w nowym parlamencie. - Manewr z jego awansem wskazuje na to, że chodzi właśnie o przedłużenie jego misji w służbach. Jeśli tak się stanie, to dojdzie do zamieszania i niepokoju w służbach, bo w rządzie PO i PSL szefem wojskowego kontrwywiadu będzie człowiek PiS, pprzynajmniej przez jakiś czas.
Cios aneksem do raportu o WSI?
- W tej chwili PiS kończy rozpoczęte przez siebie działania w sprawie służb, Macierewicz będzie mógł dokończyć swoją pracę jako likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych - mówi wprost poseł PiS Adam Hofman, komentując awans Macierewicza.
Bo Antoni Macierewicz jest wciąż także szefem komisji weryfikacyjnej WSI. I jak podkreśla min. Szczygło, tylko prezydent może to zmienić.
W połowie lutego prezydent Lech Kaczyński opublikował raport Macierewicza z likwidacji WSI. Od lata Macierewicz szykuje aneks do tego raportu. Czy więc PiS chodzi o to, by zdążyć z publikacją tego aneksu? To jedna z wersji, jaką bierze pod uwagę PO.
Sprawa aneksu jest wielce tajemnicza. Miał być gotowy jeszcze przed wakacjami, ale głośno się o nim zrobiło przed wyborami. A po wyborach - jeszcze głośniej.
W ubiegłą sobotę Macierewicz twierdził, że aneks przekazał prezydentowi "już jakiś czas temu". Tego samego dnia wiceszef biura prasowego Kancelarii Prezydenta Marcin Rosołowski potwierdził tę informację.
Dwa dni później Macierewicz w wywiadzie dla "Rz" ujawnił, że w aneksie znajdą się m.in. nazwiska b. ministrów obrony jako odpowiedzialnych za działania WSI - Bronisława Komorowskiego z PO (jest kandydatem na marszałka Sejmu) i Jerzego Szmajdzińskiego z SLD (jest kandydatem na wicemarszałka Sejmu).
PO nie wyklucza, że mogą się w aneksie pojawić nazwiska i innych kandydatów, np. na ministrów w rządzie Platformy i PSL.
Tymczasem w poniedziałek wieczorem sam Macierewicz w publicznym TVP Info powiedział, że "raport ani aneks jako zamknięty dokument nie trafił do prezydenta". Wczoraj Michał Kamiński z Kancelarii Prezydenta potwierdził w Radiu ZET, że istotnie prezydent aneksu nie dostał. - Czytał jakby notatki do tego raportu - mówił.
Zamieszanie jest tym większe, że "Wprost" na swojej stronie internetowej ogłosił w sobotę, że m.in. Komorowski i Szmajdziński zostali wezwani przed komisję, by złożyć wyjaśnienia. Ale szybko wydało się, że to nieprawda: wezwań nie było, tylko telefon z sekretariatu komisji.
Marszałek Bogdan Borusewicz (PO) twierdzi, że ustawa zezwala na wzywanie przed komisję tylko w trakcie pisania raportu, a nie aneksu. Być może to jest powód, dla którego Macierewicz zrezygnował z wzywania polityków, których nazwiska umieścił w aneksie.
Źródło: Gazeta Wyborcza