http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif
CYTAT DNIAKolejne kilkaset mln to po prostu grabież Skarbu PaństwaMarek Siwiec o żądaniach 1 proc. na rzecz Kościoła

Wakacyjny weekend w kajaku. Regą do morza

Michał Rembas
2009-08-24, ostatnia aktualizacja 2009-08-21 12:27

Zabytkowy most w Trzebiatowie
Zabytkowy most w Trzebiatowie
Fot. Michał Rembas

Czysta, malownicza i mało znana Rega to świetna propozycja nawet dla początkujących kajakarzy

Gotycki kościół Mariacki w Gryficach
Fot. Michał Rembas
Gotycki kościół Mariacki w Gryficach
Gryfice, stary młyn na Redze
Fot. Michał Rembas
Gryfice, stary młyn na Redze
SERWISY
Płynąca przez Pomorze Zachodnie Rega (168 km) to jedna z nielicznych polskich rzek, które wpadają bezpośrednio do morza. W górnym biegu utrudnieniem dla kajakarzy są płycizny i zwalone drzewa, ale im bliżej ujścia, tym łatwiej płynąć...

***

Woduję mój czerwony kajak na 98. km (licząc od ujścia), przy moście, 3 km na zachód od wsi Bełczna. Szeroka na 15-20 m, niezbyt wartka Rega wije się przez lasy. Bywa, że płynę tunelem wśród drzew. Ale co chwilę rzekę tarasują zwalone pnie. Czasem uda się je pokonać górą, czasem przepchnąć kajak pod kłodami, ale wiele razy muszę go przeciągać. Po 8 km - most koło wsi Łagiewniki. Tuż obok urządzono miejsce postojowe ze stołami, można też palić ognisko.

Teraz płynie się łatwiej, ale i tak muszę lawirować wśród leżących w nurcie drzew. Ok. 3 km przed Reskiem przepływam pod stalowym mostem nieczynnej już linii kolejowej. O godz. 21, gdy jestem jeszcze w środku lasu, słyszę dobiegającą z oddali smutną melodię. Nazajutrz dowiem się, że to pieśń maryjna odtwarzana codziennie z wieży kościoła w Resku.

O zmroku docieram do miasta. Dalej płynąć się nie da - rzekę przegradza elektrownia wodna. Proszę o pomoc stojącego na brzegu chłopaka i razem przenosimy kajak (ok. 150 m). Na szczęście trzy lata temu, po obu stronach przeszkody, zbudowano dwie przystanie dla kajakarzy ze schodzącymi do samej rzeki szerokimi schodami i drewnianymi wiatami.

Rozbijam namiot w bazie kajakowej Kajnet na terenie dawnej rzeźni (tu startuje wiele spływów, można pożyczyć kajaki).

***

Rano spacer po Resku. Liczy zaledwie 4,4 tys. mieszkańców. Jego nazwa mogła się wziąć od słowiańskiego słowa "reż" (żyto), ale możliwe też że Rega i Resko wywodzą się od "rzeki".

W rynku malutki ratusz z 1841 r. z drewnianą wieżyczką. Uwagę zwraca wysmukła, 62-metrowa wieża gotyckiego kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP z przełomu XIII i XIV w. To ceglana budowla typu halowego, z trzema równej wysokości nawami. W środku otoczony kultem obraz Matki Bożej Niepokalanie Poczętej pędzla nieznanego artysty, zapewne z końca XVIII w. Od 16 lat kościół jest oficjalnym sanktuarium maryjnym, pielgrzymują tu wierni z kraju i zagranicy. Na cmentarzu obok spoczywa słynny niemiecki uczony Karol Sprengel (1787-1859). Zajmował się gleboznawstwem i nawożeniem, ponoć wyprzedził w badaniach ówczesnych uczonych o dobre ćwierć wieku. W Resku założył szkołę rolniczą i fabrykę maszyn rolniczych. Przy ul. Jedności Narodowej stoi sławiący go obelisk z 1881 r., przed pięcioma laty odrestaurowany.

Niewielkie wzniesienie w miejskim parku to Góra Borków - w średniowieczu stał tu zamek właścicieli Reska, rycerskiego rodu Borków. Miłośnikom militariów radzę wybrać się na ul. Wojska Polskiego, gdzie pod gmachem stuletniej szkoły stoją dwa radzieckie moździerze z czasów II wojny światowej.

W Kajnecie wypożyczam na chwilę specjalny wózek i wygodnie przewożę kajak do rzeki...

***

Lekki, miły i przyjemny - tak można określić 20-km odcinek z Reska do Płotów. Rzeka płynie lasem, mocno meandrując, więc mimo ostrego słońca zazwyczaj jestem w cieniu. Wprawdzie wciąż natykam się na zwalone drzewa, ale kajak jakoś się przeciska.

Nurt stopniowo zwalnia. Po chwili mała elektrownia w Żerzynie (przenoska prawą stroną). Mijam sterczące w wodzie betonowe przęsło rozebranej po wojnie przez Sowietów linii kolejowej i już jestem na podłużnym jeziorze zaporowym Likowo (zwą je też Lisowskim). Na prawym brzegu widać zejście do pola namiotowego. Kilkaset metrów dalej, na końcu jeziora, szlak przegradza kolejna zapora. Wzniesiona w latach 20. XX w. elektrownia jest dużo większa od poprzedniej (główny budynek jak spora kamienica), więc i przenoska dłuższa. Jest tu miejsce do odpoczynku, ale odradzam postój - bardzo brudno.

Po godzinie wiosłowania - Płoty. 4-tys. miasteczko chlubi się dwoma zamkami na lewym brzegu Regi. Najpierw mijam Stary Zamek z XV w. Na planie prostokąta, trzykondygnacyjny, kryty szarym tynkiem, dziś mieści archiwum i bibliotekę. Zaraz za nim próg wodny - przeciągam kajak brzegiem i po chwili dobijam do pomostu naprzeciwko Nowego Zamku. Wzniesiono go w stylu renesansowym na początku XVII w. Przed 100 laty poważnie rozbudowano, ale tak zręcznie, że na pierwszy rzut oka trudno się domyślić, że trzykondygnacyjny fragment jest stary, a dwukondygnacyjny względnie nowy. Zdobi go wieża zegarowa i tarasy ze schodami, które prowadzą do ciągnącego się wzdłuż rzeki parku założonego w XVIII w. Rosną w nim egzotyczne drzewa, m.in. orzeszniki, perłowiec japoński i daglezje oraz dziwaczny kasztanowiec, którego grube poziome konary powrastały w ziemię. I właśnie w jego sąsiedztwie urządzam sobie przerwę obiadową.

Niestety, zamek z rzadka jest wykorzystywany - w jednej z sal udziela się ślubów, miewa tu próby miejscowa orkiestra. Ale górne kondygnacje pięknej budowli od lat stoją puste.

Dopijałem właśnie kawę, gdy podjechała przyczepa z kajakami - troje szczecinian tu właśnie chce zacząć spływ. Odbijamy razem od brzegu, więc na kilka godzin mam zapewnione towarzystwo.

Po paru kilometrach - Jezioro Gryfickie powstałe wskutek przegrodzenia Regi zaporą. Długie (8 km) i wąskie, na porośniętych lasem brzegach pełno namiotów.

Na końcu zbiornika kolejna elektrownia - Rejowice, z 1927 r. Przenoska lewym brzegiem, najbardziej uciążliwa ze wszystkich moich siedmiu na Redze - muszę ciągnąć kajak co najmniej przez 150 m.

Co i rusz omijam zwalone do wody kłody, poprzegryzane drzewa dowodzą obecności bobrów. Robi się ciemno, więc ląduję na niewielkiej polance na prawym brzegu, obok ujścia strumyka. Na szczęście prawie nie ma komarów.

Źródło: Gazeta Podróże
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy