"Gospodarni poznaniacy oszaleli i tną ceny!" - tak reklamowali akcję "Poznań za pół ceny!" jej organizatorzy. W ubiegły weekend kilkadziesiąt hoteli i restauracji obniżyło ceny o połowę, wstęp do muzeów był bezpłatny lub sprzedawano wyłącznie bilety ulgowe, otwarto miejsca na co dzień niedostępne. Bardziej chodziło o Poznania odkrywanie niż zwiedzanie. Setki osób przyszły na wycieczki z przewodnikami po potężnym cesarskim zamku, po gotyckiej katedrze i jej podziemiach, po zakamarkach Starego Miasta. Najwięcej (po 200, 300 osób naraz) przeszło podziemnymi korytarzami opuszczonego, na co dzień niedostępnego pruskiego fortu, jednego z kilkunastu otaczających to dawne miasto-twierdzę. W restauracjach i knajpkach trudno było o wolny stolik, a przed niektórymi ustawiały się kolejki. Turystami byli często sami poznaniacy, ale nie brakowało też przyjezdnych.
Oto poznańska recepta na wzbudzenie turystycznego zainteresowania: do miejsc najbardziej znanych dodaj mniej znane, a całość przypraw kilkoma zwykle na głucho zamkniętymi, lecz atrakcyjnymi. Dorzuć ludyczną imprezę (Jarmark Świętojański na Starym Rynku), jakiś festiwal (druga edycja folkowego Ethno Portu w Starym Korycie Warty) i coś, co spadnie ci z nieba (festiwal Urban Legend, miejskich legend poznańskich, zmaterializowanych na mostach, placach i ulicach za sprawą artystów i studentów ASP).
***
Kiedyś na Świętym Marcinie, ulicy symbolu Poznania, zaczepiło mnie dwoje młodych ludzi objuczonych plecakami. - Co to jest? - spytali, wskazując na wielką kamienną bryłę z wieżami dominującą nad ulicą. - Zamek Wilhelma II, ostatnia rezydencja cesarska postawiona w Europie - odpowiedziałem. Szczęki im opadły. - Można tam wejść? - Oczywiście. I popędzili.
Pod banalną nazwą Centrum Kultury Zamek kryje się bowiem niezwykła budowla. Zamek powstał w latach 1905-10 jako rezydencja cesarza Wilhelma II we wschodnich prowincjach Niemiec. Głównym jednak powodem jego budowy była nasilająca się germanizacja polskich ziem i chęć widocznego zaznaczenia niemieckiego panowania. Toteż cesarstwo nie żałowało pieniędzy na monumentalną budowlę zajmującą z parkiem cały kwartał ulic. Zamek zbudowano w stylu neoromańskim, nawiązując do czasów cesarstwa Karola Wielkiego. Całe pierwsze piętro mieściło pomieszczenia reprezentacyjne: wielką Salę Tronową, gdzie cesarz przyjmował gości i wydawał bale, gabinety, w których pracował, kaplicę w stylu bizantyjskim, wreszcie prywatne pokoje rodziny cesarskiej. Wnętrza, także meble, specjalnie zaprojektowano i wykonano w stylach neoromańskim i bizantyjskim.
Cesarz nie przebywał wiele w Poznaniu - w 1914 r. wybuchła wojna, a cztery lata później odrodziła się Polska. Aż do 1939 r. zamek trwał w prawie niezmienionym stanie jako jedna z rezydencji prezydenta RP i główna siedziba Uniwersytetu Poznańskiego.
Niemcy to, co zbudowali, także zniszczyli. Po wcieleniu zachodnich i centralnych ziem Polski (tzw. Kraj Warty) do Trzeciej Rzeszy zamek postanowiono przebudować na reprezentacyjną siedzibę Hitlera, a po rozpoczęciu wojny ze Związkiem Radzieckim - uczynić centralną siedzibą Führera na całych ziemiach wschodnich. Pracami kierował od jesieni 1939 r. osobisty architekt Hitlera Albert Speer, projektant najważniejszych budowli Rzeszy, w tym kancelarii Führera. O ile w Berlinie prawie nic z tej architektury nie ocalało, o tyle w Poznaniu po dziś dzień znajduje się gabinet Hitlera (przebudowany z kaplicy cesarskiej), wyłożone boazeriami pokoje dzienne i wielka jadalnia. Nie zdążył w nich zamieszkać - przed swoim upadkiem hitlerowcy tylko częściowo wykończyli wnętrza rezydencji w nowym stylu, nieco przebudowując też fasadę zamku. Z wyposażenia cesarskich wnętrz zachowały się jedynie nieliczne meble. Dziś stoją w głównym korytarzu na pierwszym piętrze. W pokojach Hitlera są sale wystawowe, a w gabinecie, zwanym Salą Kominkową, odbywają się spotkania z pisarzami i artystami.
Niełatwo połapać się w labiryncie szerokich korytarzy i 600 pomieszczeń. Z czasów cesarskich zachowała się boczna klatka schodowa, bardzo kręta, o ozdobnej, żelaznej balustradzie. I cudem ocalały marmurowy tron cesarskiej pary, który dziś stoi w wieży zegarowej. Marmurowe schody prowadzą na parter, potem na piętro, prosto do apartamentów władców. I od tego miejsca rozpoczyna się także zwiedzanie zamku - jego sal z galeriami wystawowymi, korytarzy i zakamarków, trzech dziedzińców (dziś są na nich kawiarnie) czy zadbanego parku na tyłach rezydencji.
Ironia historii sprawiła, że w zamku, który przebudowywał dla siebie Hitler, do września 1939 r. znajdowała się siedziba Instytutu Matematycznego Uniwersytetu Poznańskiego. Pracowali tu ludzie, którzy złamali kod Enigmy, tajnej maszyny szyfrującej używanej przez niemieckie wojsko i wywiad. Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego upamiętnia stojący przed zamkiem pomnik - metalowy graniastosłup pokryty rzędami cyfr.
Budując zamek, Niemcy zadbali także o odpowiednie dla niego tło. Powstała Dzielnica Zamkowa, otoczona z trzech stron przez reprezentacyjne budowle, plac i park (dziś im. Adama Mickiewicza). To najbardziej metropolitalna część Poznania. W budynkach były i są nadal siedziby banków, towarzystw, urzędów, uczelni. Koniecznie trzeba zobaczyć neorenesansową aulę uniwersytecką, jedną z najpiękniejszych sal koncertowych w kraju. Obok znajduje się Collegium Minus, również neorenesansowa siedziba rektora Uniwersytetu im. Mickiewicza, a na tyłach zamkowego parku neobarokowe Collegium Maius przykryte dużą kopułą. Przed 1914 r. gmach zajmowała pruska Komisja Kolonizacyjna wykupująca ziemię z polskich rąk. Wielki, piękny hol biegnący przez wszystkie kondygnacje aż po przeszklony dach budynku robi wrażenie. Zawsze pełno tu studentów polonistyki i medycyny.
Między budynkami uniwersytetu stoi klasycystyczny Teatr Wielki z charakterystyczną rzeźbą Pegaza na szczycie, tym piękniejszy, że usytuowany w zieleni, naprzeciwko starych platanowych alei parku Mickiewicza. Rozległy trawnik z fontanną to ulubione miejsce odpoczynku studentów i rodzin z dziećmi.
***
Na Ostrowie Tumskim od lat można oglądać relikty pierwszej katedry na ziemiach polskich zbudowanej w II połowie X w. przez biskupa Jordana. Pochowano w niej Mieszka I i Bolesława Chrobrego - od XIX w. ich szczątki znajdują się w Złotej Kaplicy w katedrze. Ostatnie odkrycia archeologów świadczą jednak, że ranga Poznania w początkach państwa polskiego była większa, niż dotąd sądzono - być może tu, a nie w Gnieźnie, znajdowała się główna stolica państwa Piastów. Kilka lat temu pod stojącym przed katedrą kościółkiem Najświętszej Marii Panny archeolodzy odkopali pozostałości kamiennego pallatium Mieszka I z połowy X w. Co więcej - po zbadaniu terenu georadarem mają pewność, że pod prezbiterium kościoła znajdują się mury jakiejś budowli - czy to legendarna kaplica Dąbrówki?
Ostrów Tumski w Poznaniu jest jak Wawel, ale zakopany pod ziemią. Niewidoczny, a więc nieznany, czeka na odsłonięcie, odpowiednią oprawę i ekspozycję. I to właśnie się dzieje. Ostrów Tumski jest w trakcie przeistaczania się z dzielnicy historycznie ważnej, ale leżącej na uboczu współczesnego miasta w miejsce o randze ogólnopolskiej i wielką atrakcję turystyczną Poznania. Za kilka lat będzie to już widoczne.
Nad drugim brzegiem Cybiny, oddzielającej wyspę od Śródki, historycznie i turystycznie ciekawej dzielnicy Poznania, ma powstać "Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego - kolebki państwowości i chrześcijaństwa w Polsce". Stąd po kładce nad rzeką będziemy przechodzić do pozostałości wojskowej Śluzy Tumskiej z czasów Prus i wychodzić na ul. Posadzego. Biegnie ona łukiem na szczycie dawnego potężnego wału obronnego grodu Mieszka i Chrobrego. Powstaje tu nowoczesny skansen archeologiczny, w którym zobaczymy wykopane na Ostrowie skarby, a przede wszystkim odsłonięty fragment tysiącletniego, potężnego wału z dębowych kłód, kamieni i ziemi. W przyszłości pozostałości Mieszkowej katedry, wału i pałacu z kaplicą będą unaoczniać przeszłość miejsca, w którym zaczęła się Polska.
***
Ze Śródki przez Ostrów Tumski i Chwaliszewo (od wieków dzielnica biedoty i półświatka) wchodzimy do starego miasta. To fragment turystycznego Traktu Królewsko-Cesarskiego, który (na razie na mapie) przecina miasto ze wschodu na zachód. Eksponuje z jednej strony Wzgórze Zamkowe koło rynku (przy ul. Zamkowej), gdzie stał nieistniejący dziś zamek królewski Przemysła II, z drugiej - wspomniany zamek cesarski.
Stare miasto to królestwo muzeów, kościołów, letnich ogródków, ukrytych w piwnicach kamienic kawiarni i restauracji. Nie trzeba zaraz w nich siadać, warto zajrzeć. Jedne z najładniejszych dostępnych piwnic zobaczymy w kamienicy nr 95, gdzie mieści się gospoda Pod Koziołkami (pamiętajmy, że w południe trykają się na zegarowej wieży!). Za zrekonstruowanymi po wojnie fasadami kamienic nr 73 (barokowa) i 74 (klasycystyczna) kryją się przestronne wnętrza dawnego Banku Przemysłowców z początku XX w., dziś to restauracja i hotel Brovaria. Każdego, kto wchodzi tu po raz pierwszy, zaskakują niemal pałacowe schody prowadzące do wielkiego holu, gdzie króluje miedziany kocioł, w którym warzy się piwo.
Poznańskie kościoły pięknem przyćmiewa fara (zamyka odchodzącą z rynku ul. Świętosławską). Pojezuicka świątynia, z zabudowaniami dawnego klasztoru, kolegium i szkoły oraz z obszernym dziedzińcem, to jeden z najpiękniejszych w Polsce przykładów architektury barokowej. Dziś w kolegium jest siedziba urzędu miasta, a w szkole jezuickiej - Szkoła Baletowa (można zobaczyć piękny, arkadowy dziedziniec). W magistracie warto obejrzeć szerokie korytarze na I piętrze prowadzące do sal Białej i Błękitnej. W Białej występował Fryderyk Chopin, w 1806 r. kilka tygodni mieszkał Napoleon Bonaparte.
Kościół farny budowano przez ok. 100 lat, od połowy XVII w. Mroczny, nawet w najjaśniejszy dzień, ale o ciepłej kolorystyce, zdumiewa monumentalnością i bogactwem. Olbrzymie kolumny prowadzą do przestronnego transeptu i pięknego ołtarza. Refektarze położone nad bocznymi nawami są niedostępne na co dzień, a do zupełnej rzadkości należy otwieranie podziemi. Przy okazji "Poznania za pół ceny" można je było zwiedzić, choć liczba chętnych nie zapewniała wygody. Zwłaszcza krypty fary, w których prowadzone są prace archeologiczne, robią wrażenie. Przez 40 powojennych lat były tu państwowe składnice win - wielkie drewniane beczki wypełniały wysoko sklepione sale. Trumny zakonników i mieszczan wrzucano do krypt i zamurowywano. Z 500 wydobytych fragmentów udało się odtworzyć m.in. bardzo cenny sarkofag z 1680 r. z czarnego dębnickiego marmuru, doszczętnie rozbity w latach 50., bo zawadzał pracownikom składnicy win.
***
Poznań inny, Poznań nieznany. Można wymienić mnóstwo miejsc wartych zobaczenia, rozrzuconych po całym mieście. Rozległe secesyjne dzielnice Łazarz i Jeżyce, gdzie żyją i mieszkają bohaterowie "Jeżycjady", cyklu powieści dla młodzieży Małgorzaty Musierowicz, czy robotnicza Wilda. Skrawek cmentarza żydowskiego w podwórzu kamienicy przy ul. Głogowskiej 26a, z cudem ocalałym grobem rabina Akivy Egera. Kościoły św. Wojciecha i Karmelitów Bosych stojące na Wzgórzu św. Wojciecha, blisko Starego Rynku - w tym drugim pochowany został Mikołaj Skrzetuski, pierwowzór Jana z "Ogniem i mieczem". Przepiękny park Sołacki ze stawami spiętrzonymi wzdłuż rzeki Bogdanki, leżący w dzielnicy ogrodzie wśród stuletnich willi zatopionych w zieleni, zbudowanych dla bogatych kupców, ważnych urzędników i profesorów. Zorganizowane wycieczki tych miejsc nie odwiedzają.
A współczesny Poznań? Jezioro Malta na prawym brzegu Warty, arena międzynarodowych zawodów wioślarskich, to dziś ulubione miejsce odpoczynku poznaniaków. Latem tętni od imprez, zawodów i zabaw. Za nim Nowe Zoo przy ul. Krańcowej - kilkunastohektarowy park-las, chwalący się od tego roku nowoczesną, jedyną w Polsce słoniarnią. Właśnie ona i jeden z kilkunastu fortów pruskich na Górczynie były zupełnie nowymi atrakcjami turystycznymi ubiegłego weekendu.
Jeszcze 110 lat temu Poznań był ważnym dla Niemiec miastem-twierdzą, zamkniętym od I połowy XIX w. ciasnym kordonem wałów i murów. Nad nim, na wzgórzu Prusacy pobudowali po 1870 r. potężną cytadelę, a miasto otoczyli na przedpolach łańcuchem 18 fortów artyleryjskich. Do dziś zachował się tylko ten łańcuch. Cytadela po miesięcznym oblężeniu wojsk niemieckich, które schroniły się w niej zimą 1945 r. przed Armią Czerwoną, legła w gruzach - dziś jest wielkim parkiem. A mury obronne rozebrali sami Prusacy po 1900 r., umożliwiając rozwój Poznania. Opustoszałe forty stoją w obrębie miasta i zarastają bądź służą jako magazyny różnym firmom.
Fort VIIIa, który pokazano turystom, wzbudził ogromne zainteresowanie. Przed bramą stanął obóz wojskowy, a w korytarzach i na stokach fortu można było natknąć się na przebranych w historyczne mundury pruskich, hitlerowskich czy polskich żołnierzy i oficerów oraz zobaczyć odtworzoną przez nich potyczkę wojsk polskich i niemieckich z września 1939 r.
Do wnętrza wchodzi się z latarką i instrukcją bezpieczeństwa. Główny, szeroki chodnik, który prowadził niegdyś od bramy i koszar do wewnętrznego dziedzińca ma - bagatela! - 104 m. Przy nim, w dość dobrym stanie, ale bez wyposażenia, zachowały się m.in. pomieszczenia dla żołnierzy i oficerów, kuchnia z ulokowanymi obok magazynami, składy amunicji czy latryna - betonowa ława z dziurami, w której odgrodzona była jedynie część przeznaczona dla oficerów.
Przed Poznaniem decyzja: co zrobić z porzuconymi fortami i jak wykorzystać je turystycznie? Na przykład w parku im. Karola Marcinkowskiego przy ul. Powstańców Wlkp. ocalał fragment dawnego fortu IV, tzw. Bastion Colomba. Mieści się tu pub z ładnym ogródkiem letnim, gdzie w weekendy odbywają się koncerty lub zabawy...
Źródło: Gazeta Podróże